Wśród autorów przeglądu są dr hab. Jacek Matys z Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej oraz dr hab. Maciej Dobrzyński, prof. UMW, kierownik Katedry i Zakładu Stomatologii Dziecięcej i Stomatologii Przedklinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zebrane dane wskazują jednoznacznie: im gorszy stan jamy ustnej, tym większe ryzyko infekcji dolnych dróg oddechowych.
Choroby przyzębia i biofilm
– W świetle dostępnych danych najbardziej istotnymi klinicznie elementami stanu jamy ustnej, które mogą modulować ryzyko infekcji dolnych dróg oddechowych, pozostają przede wszystkim choroby przyzębia oraz obecność rozbudowanego biofilmu bakteryjnego – podkreśla dr hab. Jacek Matys.
Biofilm, czyli płytka bakteryjna (szczególnie ta zalegająca pod dziąsłami), jest rezerwuarem drobnoustrojów, które mogą przedostawać się do dolnych dróg oddechowych w wyniku mikroaspiracji. To otwiera drogę bakteriom takim jak Klebsiella, Pseudomonas, Prevotella czy Veillonella, dobrze znanym pulmonologom jako patogeny szpitalne.
Jeszcze groźniejszy okazuje się przewlekły stan zapalny przyzębia. – To właśnie przewlekły stan zapalny tkanek podporowych zębów, indukowany przez patogeny periodontologiczne, sprzyja zarówno ich kolonizacji wzdłuż nabłonka dróg oddechowych, jak i nasileniu miejscowej odpowiedzi zapalnej, co może obniżać odporność bariery śluzówkowej – wyjaśnia ekspert.
Dysbioza mikrobiologiczna jamy ustnej (zaburzenie naturalnego składu mikrobiomu) dodatkowo wzmacnia obecność bakterii typowych dla układu oddechowego. W takich warunkach łatwiej dochodzi do infekcji. Choć choroby przyzębia odgrywają największą rolę, autorzy zwracają uwagę, iż także próchnica ma znaczenie, zwłaszcza w zaawansowanych przypadkach. Aktywna próchnica wydaje się mieć znaczenie pośrednie, głównie jako marker zaburzonego ekosystemu jamy ustnej oraz niewystarczającej higieny. Jednak w przypadkach zaawansowanych może dodatkowo zwiększać ryzyko aspiracji bakterii.
Higiena jamy ustnej ratuje życie
Autorzy przeglądu zidentyfikowali wiele badań z oddziałów intensywnej terapii (OIT) i domów opieki, które jednoznacznie pokazują, iż systematyczna higiena jamy ustnej znacząco obniża ryzyko zapalenia płuc, także tego związanego z wentylacją mechaniczną (VAP).
– Wdrożenie ustandaryzowanych procedur higieny jamy ustnej jest zarówno realne, jak i klinicznie uzasadnione. Analizowane badania jednoznacznie wskazują, iż intensywna higiena jamy ustnej oraz regularna ocena stomatologiczna istotnie redukują ryzyko zapaleń płuc – komentuje dr hab. Matys.
Co ważne, są to interwencje tanie, bezpieczne, proste do wdrożenia i o udowodnionej skuteczności. Autorzy sugerują, iż regularne mycie zębów, usuwanie biofilmu i ocena stomatologiczna powinny być obowiązkowym elementem opieki nad pacjentami wysokiego ryzyka. Dlaczego tego wciąż nie robimy? Ekspert identyfikuje trzy główne kategorie przeszkód:
Bariery organizacyjne – brak formalnych protokołów higieny jamy ustnej i słaba kooperacja między szpitalami a stomatologami.
Bariery edukacyjne – personel rzadko otrzymuje szkolenia dotyczące związku między biofilmem a infekcjami płuc. Skutkuje to niedoszacowaniem roli higieny jamy ustnej w profilaktyce infekcji szpitalnych.
Bariery kulturowe – w Polsce zdrowie jamy ustnej bywa traktowane jako element drugorzędny, nie jako składnik profilaktyki chorób ogólnoustrojowych.
Czas na zmianę: integracja stomatologii z medycyną płuc
– Integracja opieki stomatologicznej z profilaktyką i leczeniem pacjentów z infekcjami dróg oddechowych powinna być traktowana jako element poprawy jakości i bezpieczeństwa opieki, a nie jako działanie opcjonalne – podsumowuje dr hab Matys. Wprowadzenie do szpitali standardowych procedur higieny jamy ustnej mogłoby realnie zmniejszyć liczbę ciężkich powikłań oddechowych, a choćby uratować życie pacjentom OIT.
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, fot. Pixabay/ CC0

2 dni temu








