Szerokim echem odbiła się sprawa porzucenia pięciu szczeniąt na drodze w Gilowicach, a następnie ich poszukiwań. Do sprawy odnieśli się aktywiści z Borderowej Przystani, a także jedna z działaczek Stowarzyszenia Futrzany Los, które prowadzi schronisko dla zwierząt w Żywcu.
Do porzucenia doszło w czwartek (12 marca). O sprawie pisaliśmy – TUTAJ, gdzie informację podało Stowarzyszenie Futrzany Los, a oświadczenie wydał Urząd Gminy Gilowice. Do tych stwierdzeń odnieśli się aktywiści z Borderowej Przystani prowadzący dom tymczasowy dla psów. Jak podkreślają aktywiści szczenięta były dzikie, wystraszone, chowały się w norach i gęstwinie.
– To nie była łatwa akcja. W czwartek (12 marca) po wielu godzinach udało się wyłowić trzy maluchy. I tutaj powinniśmy napisać o współpracy z gminą. Niestety… takiej współpracy nie było. Gmina Gilowice nie zrobiła praktycznie nic, aby pomóc w tej sytuacji. Nie było realnego wsparcia, nie było organizacji działań, nie było pomocy w zabezpieczeniu zwierząt. Obowiązki ustawowe pozostały tylko na papierze. Na szczęście nie byliśmy sami. Ogromne podziękowania kierujemy do strażaków z OSP Gilowice, którzy pojawili się i realnie pomogli w działaniach. Dziękujemy za zaangażowanie i serce do tej interwencji – podkreślają aktywiści na swoim profilu społecznościowym.
Na drugi dzień po porzuceniu, czyli w piątek (13 marca), do poszukiwań przyłączyło się dwóch pracowników działu gospodarczego Urzędu Gminy Gilowice.
– Ale ograniczyli się oni do spaceru po lesie. Niestety, zamiast pomóc w działaniach, bardziej je utrudniali. W sytuacji, gdzie liczy się każda minuta i każde działanie, taka „pomoc” jest po prostu pozorna. Na szczęście mogliśmy liczyć na kogoś, kto naprawdę chciał pomóc. Ogromne podziękowania dla dzielnicowego policji komisariatu Gilowice za zaangażowanie, kompetencję i realną pomoc w tej interwencji. W piątek (13 marca) udało się uratować dwa ostatnie szczenięta. Jeden z nich ma rozlany krwiak na oczku i jest już w trakcie leczenia. Drugi był w stanie bardzo ciężkim. Utknął głęboko w norze i miał już praktycznie odcięty dopływ tlenu. Udało się go wyciągnąć dosłownie w ostatniej chwili. Łącznie z lasu wyłowiliśmy pięć szczeniąt. Pięć małych istnień, które ktoś po prostu skazał na śmierć. Wszystkie pieski są już po pierwszym badaniu weterynaryjnym i zostały zabezpieczone. Przed nami jeszcze leczenie i dalsza diagnostyka – zaznaczają aktywiści.
Po tym jak w sieci internetowej powstała dyskusja i Urząd Gminy Gilowice wydał komunikat, to do sprawy odniosła się Borderowa Przystań wydając specjalne oświadczenie:
Oto jego treść:
„Z ogromnym zdumieniem obserwujemy narrację, która zaczęła pojawiać się w przestrzeni publicznej w związku z interwencją dotyczącą psów z terenu gminy Gilowice. Dlatego chcemy jasno i otwarcie przedstawić fakty. My – jako prywatne osoby działające w ramach Borderowej Przystani – nie jesteśmy pracownikami gminy, schroniska ani firmą odławiającą zwierzęta na zlecenie samorządu. A mimo to właśnie my wykonaliśmy pracę, którą zgodnie z prawem powinny wykonać instytucje powołane do tego i finansowane z publicznych pieniędzy. Podczas rozmowy telefonicznej z przedstawicielami gminy usłyszeliśmy zapewnienia, iż zostanie zatrudniona firma, która pomoże w odłowieniu zwierząt. Usłyszeliśmy również, iż działania będą prowadzone w sposób zorganizowany. Jak się okazało – nie pojawił się nikt. Nie przyjechała żadna firma. Nie pojawiła się żadna ekipa odławiająca. Nie podjęto realnych działań w terenie. Za to pojawiły się komentarze, iż dron, który pomagał nam lokalizować zwierzęta, je straszy. Tymczasem to właśnie dzięki temu dronowi wiedzieliśmy, gdzie psy się przemieszczają, bo uciekały w nory, w gęstwiny, w las. Cała akcja trwała dwa dni, ponieważ psy były przerażone i wycofane. I w tym miejscu warto powiedzieć coś bardzo ważnego. Nie zostaliśmy o pomoc poproszeni przez gminę. Zostaliśmy o nią poproszeni przez mieszkańców gminy Gilowice, którzy widzieli dramat tych zwierząt i chcieli, żeby ktoś im pomógł. Pierwszego dnia działań, wieczorem – po godzinie 20.00 – dostaliśmy telefon. Nie po to, aby zapytać czy potrzebujemy wsparcia. Nie po to, aby poinformować, iż ktoś przyjedzie pomóc. Dostaliśmy jedynie wiadomość SMS z informacją, żebyśmy odwieźli psy do schroniska, bo „pani tam czeka”. I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie. Dlaczego prywatne osoby mają odwozić zwierzęta do schroniska, skoro to schronisko – zgodnie z umową z gminą – powinno je odławiać i zabezpieczać? To schronisko powinno pofatygować się i przyjechać po psy. Tymczasem w terenie byliśmy my – grupa zwykłych ludzi, którzy po prostu nie potrafili odwrócić wzroku od cierpienia zwierząt. W tej grupie byłam również ja – kobieta w ciąży, która przez dwa dni brała udział w tej akcji do samego końca, nie poddając się ani przez chwilę. Nie dlatego, iż ktoś mi za to płaci. Nie dlatego, iż to mój obowiązek. Robiliśmy to wyłącznie dla dobra i dla życia tych psów.
OBOWIĄZKI, KTÓRE ISTNIEJĄ NA PAPIERZE
Schronisko, które ma podpisaną umowę z gminą, w swoim regulaminie jasno wskazuje: „Podstawowym zadaniem schroniska jest przyjmowanie, odławianie i sprawowanie opieki nad bezdomnymi lub błąkającymi się psami z terenu gmin, z którymi zawarta jest umowa.”
To nie jest opinia. To jest zapis regulaminu. Tymczasem dowiadujemy się, że: schronisko nie posiada klatki-łapki dla psów, posiada jedynie klatki dla kotów. I tu pojawia się pytanie, które zadaje dziś wiele osób: Jak można realizować umowę dotyczącą odławiania bezdomnych psów, nie posiadając podstawowego sprzętu do ich odławiania?
GDZIE SĄ PSY?
W przestrzeni medialnej pojawiły się sugestie, iż nie wiadomo, gdzie są zwierzęta. Wyjaśnijmy to jasno. Psy są bezpieczne. Są pod opieką Borderowej Przystani – domu tymczasowego, który zapewnił im od pierwszego dnia: opiekę weterynaryjną, diagnostykę, bezpieczeństwo, socjalizację i realną pomoc. Nie trafiły do schroniska z bardzo prostego powodu. Bo nikt z systemu nie zrobił nic, żeby je tam zabrać.
NIE JESTEŚMY „CHŁOPCAMI NA POSYŁKI”
Nie pozwolimy, żeby wyglądało to tak, iż prywatne osoby wykonują całą pracę w terenie, ryzykują, szukają, zabezpieczają zwierzęta, organizują opiekę, ponoszą pierwsze koszty, a na końcu mają jeszcze udawać, iż wszystko zadziałało jak należy. Nie jesteśmy chłopcami na posyłki. Nie jesteśmy darmową firmą odławiającą zwierzęta dla gminy. Jesteśmy ludźmi, którzy zrobili to, czego inni nie zrobili.
NA KONIEC
Te psy żyją dziś dlatego, iż ktoś się zatrzymał. Nie dlatego, iż zadziałał system. Bo w tej sytuacji system nie zadziałał w ogóle. I zanim zacznie się tworzyć narrację, która próbuje przerzucić odpowiedzialność na osoby prywatne, warto odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: Dlaczego znów zwykli ludzie muszą robić to, za co instytucje publiczne biorą pieniądze?”
Kilka godzin później swoje stanowisko przedstawiła Magdalena Romik z zarządu Stowarzyszenia Futrzany Los. Stowarzyszenie zaznaczyło, iż to opinia Magdaleny Romik.
– „12 marca gmina dostaje informację o szczeniakach biegających na otwartym terenie. Umieszczam info na profilu schroniska, gmina planuje zatrudnić firmę, która odłowi zwierzęta. W międzyczasie pod postem schroniska pojawia się zapytanie czy potrzebujemy pomocy a następnie gminie przedstawiona propozycja odłowienia zwierząt przez osobę, która ma duże doświadczenie i sprzęt. Ja zostaję poproszona o aktualizację postu, aby nikt na własną rękę nie odławiał, płoszył zwierząt, najlepiej żeby tam nikogo nie było i zapytana czy na pewno je przyjmiemy do schroniska bo oni nie mają warunków. Nie śledzę na bieżąco tego co się dalej dzieje bo z wiadrem, łopatą, miską w ręce trudno latać po Facebooku. A tam się dzieje…Chaos, hałas, narażanie ludzi i zwierząt, także dzikich. Zostały powiedziane parokrotnie nieprawdziwe słowa na temat schroniska. My naprawdę nie mamy czasu w ślęczenie przed ekranem telefonu. Jakie mamy interwencje, w jakich porach i warunkach wie parę osób. Nie kręcimy tam filmików, nie planujemy zbiórek, nie piszemy chwali ani żali postów. Nie lubię tłumaczyć, iż nie jestem niedźwiedziem ale jeżeli ktoś tego potrzebuje to zapraszam do siebie lub do schroniska. Uprzedzam, iż mam uczulenie na sztuczne brwi, rzęsy, pazury itp. – to nie żart. Na komentarze nie odpowiadam” – stwierdziła Magdalena Romik.
Fot. Borderowa Przystań
Fot. Borderowa Przystań
Fot. Borderowa Przystań
Fot. Borderowa Przystań
Fot. Borderowa Przystań
Fot. Borderowa Przystań

2 godzin temu





