Jak Kasia została mamą dzięki swojemu wielkiemu sercu…

11 godzin temu

Jak Zosia została mamą dzięki swojemu dobremu sercu

Zosia weszła na klatkę schodową i zobaczyła przed drzwiami swojego mieszkania karton. Była mocno zdziwiona. W środku, skulone, leżały piesek i kot. Ich oczy pełne były strachu, a całe ciała drżały.

Co to? Kim wy jesteście? zapytała Zosia, jakby zwierzęta mogły jej odpowiedzieć.

W tej chwili otworzyły się drzwi mieszkania obok i wyjrzała sąsiadka, pani Wiesia.

O, Zosiu, dobry wieczór. Wiesz co? Pani Halina z drugiego piętra zmarła niedawno, a jej zwierzaki nie znalazły nowego domu. Stryjenka niby miała się nimi zająć, ale nic z tego nie wyszło.

Chciała je oddać wszystkim sąsiadom, ale nikt nie chce. Ja mam własnego kota bardzo zaborczy, a inni mają alergię Może ty i Mirek je weźmiecie? Dzieci jeszcze nie macie, młodzi jesteście, powodzi wam się.

My choćby nie myśleliśmy o zwierzętach, a już dwóch na raz zająknęła się Zosia.

Lepiej ich nie rozdzielać. Są do siebie bardzo przywiązani choćby spały razem. Pani Halina wyprowadzała psa na spacery, kot sam chodził po podwórku, nie sprawiają problemów.

Zastanówcie się poprosiła z żalem w głosie Wiesia.

A co będzie, jak ich nie weźmiemy? spytała Zosia.

Słyszałam, iż mają je oddać do uśpienia Karton już gotowy, mieszkanie prawie sprzedane, nowym lokatorom zwierzaki nie są potrzebne westchnęła pani Wiesia.

Wtedy do klatki wszedł sąsiad z trzeciego piętra. Zerknął na Zosię i również na karton.

Nie chcielibyście ich przygarnąć? Są spokojne, kilka jedzą. I są już wiekowe, nie będą długo żyć Szkoda ich. Pani Halina bardzo je kochała.

No dobrze Zgadzamy się. Nie potrafię wyobrazić sobie, iż miałyby trafić do uśpienia. Jak się nazywają? My tu mieszkamy dopiero dwa lata, mało kogo znamy westchnęła Zosia. Sąsiad uśmiechnął się i wniósł karton do ich przedpokoju.

Pies to Franek, a kota nazwano Stefan. Bardzo wam dziękuję powiedział, kładąc na szafce smycz i 100 złotych na początek chociaż tyle. Jeszcze raz dziękuję

Zosia zamknęła drzwi, zdjęła płaszcz i przykucnęła przy niecodziennych gościach.

No i co teraz, chłopaki? Mirek się nieźle zdziwi. Ale jest dobry, pewnie zgodzi się na nowy początek mówiła łagodnym tonem.

Nie bójcie się, nie pozwolę wam zrobić krzywdy. Do uśpienia do głowy im przyszło

Kot jakby zrozumiał sens jej słów. Ostrożnie wyszedł z kartonu i zaczął eksplorować mieszkanie. Pies przez dłuższą chwilę siedział w miejscu i jedynie śledził ruchy Zosi i swojego kociego towarzysza.

Zosia poszła do kuchni i zajrzała do lodówki. Karmy dla zwierząt oczywiście nie znalazła. Ugotowała więc kaszę, dorzuciła trochę mięsa i uznała, iż na razie to wystarczy.

Ku jej radości, kot po szybkiej inspekcji mieszkania wszedł do kuchni i z zainteresowaniem podszedł do miski. Zosia zachęciła także Franka.

Pies początkowo się ociągał, ale gdy zobaczył Stefana z apetytem zajadającego kaszę z mięsem, podszedł do miski i popatrzył na nową panią smutnymi oczami.

Wrócił z pracy Mirek, mąż Zosi. Był naprawdę zaskoczony, ale wspólnie postanowili, iż spróbują przez jakiś czas poszukać tymczasowo zwierzakom nowego domu może ktoś z większym mieszkaniem lub ogródkiem się skusi.

Zosia i Mirek byli małżeństwem od czterech lat. To mieszkanie kupili dwa lata temu. Dobrze im się układało, tylko brak dziecka czasem ich smucił.

Ty zawsze taka porządna, mówiłaś, iż żadnych zwierząt w domu nie chcesz zdziwił się Mirek.

Myślałam, iż dziecko się pojawi, a miejsce a tu los przysłał je. Nie mogłam pozwolić, żeby je uśpiono Wybacz odpowiedziała Zosia, a w jej oczach stanęły łzy.

Ja lubię zwierzęta. Co poradzić? Zadbamy o nie. Jutro zapytam w pracy, może ktoś się zainteresuje przytulił ją Mirek.

Ich życie od tego momentu bardzo się zmieniło. Kot i pies gwałtownie się zaaklimatyzowali. Okazało się, iż poprzednie mieszkanie pani Haliny znajdowało się dosłownie nad nimi. Układ taki sam, podwórko też.

Dzielni jesteście, moi kochani mówiła Zosia. Jakbyście tu zawsze byli

Zosi trzy razy dziennie wychodziła z Frankiem na spacery, Stefan natomiast bez problemu sam chodził przez okno na podwórko bardzo to pasowało gospodyni.

Pani Wiesia była szczęśliwa, pomagając jak mogła: przynosiła kości z zupy dla Franka i oddawała Stefanowi resztki kaszy.

Wieczorami Mirek i Zosia śmiali się serdecznie, patrząc, jak kot poluje na zabawkę, a pies błogo śpi w swoim legowisku.

Kot i pies zawsze spali razem. Było widać, jak bardzo są ze sobą związani i Zosia z Mirkiem zrozumieli, iż nie można ich rozdzielać.

Minęło kilka miesięcy i oboje byli już pewni, iż nie oddadzą ich nikomu tak się do nich przywiązali, iż nie potrafili się rozstać.

Mama Zosi wpadła do nich któregoś weekendu, mieszkała niedaleko. Też pokochała zwierzaki, choć początkowo była w szoku z powodu nowego nabytku córki.

Wzięłabym kota, ale mieszkam na trzecim piętrze, a on przywykł do podwórka powiedziała Zosi.

Ale Zosia odmówiła:

Nie, mamo, będziesz do nich przychodzić, gdy wyjedziemy na wakacje. Taka twoja pomoc nam się przyda. I kwiaty podlejesz, i za zwierzakami popilnujesz.

Przyszło lato i wyjechali nad Bałtyk. Zosia dzwoniła niemal codziennie do mamy pytając o nią i swoje futrzaki.

Wszystko dobrze, super są! Jedzą ładnie, śpią razem, chodzimy na spacery po podwórku. Odpoczywajcie! uspokajała mama.

Gdy Zosia wróciła do domu, była mile zaskoczona wylewną euforią Franka i Stefana. Pies merdał ogonem, skakał i popiskiwał.

Stefan, po emocjonalnym przywitaniu psa, podszedł do Mirka i zaczął głośno mruczeć, ocierając się o jego nogi.

Zobacz, jak nasze czworonogi nas kochają cieszył się Mirek. Zosia pogłaskała Franka i zabrała się za karmienie wszystkich.

Teraz wstawała wcześniej, żeby rano wyjść na spacer z Frankiem i przed pracą nakarmić przyjaciół.

Kilka miesięcy później, wzruszona, oznajmiła Mirkowi, iż spodziewają się dziecka. To była wielka, upragniona radość.

Mama Zosi powiedziała wtedy:

Widzisz, nie bez powodu los posłał ci Franka i Stefana. Jakby sprawdzał, czy masz dobre, otwarte serce. Widać, iż niebo ci się odwdzięczyło. Czas przygotować się do macierzyństwa!

Pewnie, mamo zgodziła się Zosia. Chociaż nie wierzę w przesądy i takie znaki, to faktycznie, nasze zwierzaki nauczyły mnie wszystkiego: sprzątania, opieki, cierpliwości i czułości. Są zupełnie jak dzieci!

jeżeli chcesz, zabiorę je na jakiś czas, gdy urodzisz, będzie ci lżej zaproponowała mama.

Nie, mamo, damy radę sami. Wszystko będzie dobrze. Ty lepiej przyjdź do nas, jak już pojawi się dzieciątko na spacer z wózkiem albo popilnować w domu.

Uściskały się serdecznie.

Ciąża Zosi przebiegała spokojnie. Na czas przyszły na świat ich pierworodny synek. Mirek był szczęśliwy, Zosia również, cała rodzina tryskała radością.

Franek ze względu na wiek i spokojny charakter prawie nie szczekał.

Stefan też nie sprawiał kłopotów, w ciepłe dni całymi godzinami przesiadywał w ogrodzie, na ławce albo wspinał się na starą lipę. I wszyscy żyli zgodnie, a rodzina była już pełna.

Stare sąsiadki, na czele z panią Wiesią, rozpowiadały teraz po całej ulicy historię, jak Zosia została mamą dzięki swojemu dobremu sercu.

Podawała ją dalej jako prawdziwą opowieść, przekonującą, iż dobro zawsze wraca…

Bo w życiu, gdy otwieramy serce dla innych choćby dla tych, którzy nie mówią ludzkim głosem świat potrafi odwdzięczyć się najpiękniejszym darem. Czasem wystarczy współczucie i otwartość, by nasze własne życie wypełniło się szczęściem i o tym warto zawsze pamiętać.

Idź do oryginalnego materiału