Ich burmistrzem nie jest człowiek. Wybrali psa. Bez kampanii, bez sporów, bez obietnic

13 godzin temu
To wyjątkowa opowieść o psim włodarzu. To, co zaczęło się jako jednorazowa inicjatywa, z czasem przerodziło się w jeden z najbardziej rozpoznawalnych przykładów marketingu miejsca w Stanach Zjednoczonych. Dzięki niej Idyllwild zyskało nie tylko medialny rozgłos, ale także stałe wsparcie dla organizacji działających na rzecz zwierząt.
W górskim miasteczku Idyllwild w Kalifornii urząd burmistrza od lat piastuje pies. I to nie byle jaki. Funkcję tę pełni rodowodowy golden retriever Maximus "Max" Mueller III. Pomysł na "psie wybory" zrodził się w 2012 roku podczas zbiórki funduszy na lokalne schronisko i okazał się tak trafiony, iż przerodził się w stałą tradycję. Dziś sympatyczny czworonóg jest nie tylko nieformalnym włodarzem, ale również lokalnym bohaterem Idyllwild i największą atrakcją turystyczną miasteczka.


REKLAMA


Zobacz wideo Prezydent Argentyny, Javier Milei, cieszy się wsparciem niekonwencjonalnych doradców


Wybory na burmistrza w USA. Akcja charytatywna, od której wszystko się zaczęło
W 2012 roku organizacja Animal Rescue Friends (ARF) szukała pomysłu na nietypową akcję charytatywną. Zamiast klasycznej zbiórki pieniędzy zorganizowano "wybory", w których kandydować mogły wyłącznie zwierzęta. Każdy głos kosztował dolara, a mieszkańcy mogli głosować dowolną liczbę razy. Zwycięzcą został wtedy roczny golden retriever Maximus, który zdobył imponujące 21 132 głosy, pokonując 13 psich rywali i dwa koty. Cała akcja przyniosła ponad 31 tysięcy dolarów na rzecz schroniska.
Co ważne, Idyllwild formalnie nie posiada urzędu burmistrza, ponieważ podlega administracyjnie władzom hrabstwa Riverside. Pomysłodawcy zapewniali przy tym, iż kampania jest tylko formą promocji miasta, choć sama jej organizatorka, Phyllis Mueller, ponoć wydała na głosy ponad 20 tys. dolarów, co przyczyniło się do miażdżącego zwycięstwa jej pupila.


Max nie ma programu i jednoczy zamiast dzielić. "Urząd burmistrza bez udziału sił politycznych"
Mieszkańcy miasteczka gwałtownie zauważyli, iż pies jako burmistrz to idealne rozwiązanie na czasy politycznej polaryzacji, tak silnej zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Max nie składał obietnic, nie prowadził kampanii i nie wzbudzał kontrowersji. Jego jedyną "polityką" było przyjazne machanie ogonem.
Kiedy zostajesz prezydentem Stanów Zjednoczonych, połowa ludzi w kraju nienawidzi cię od pierwszego dnia. Nam udało się stworzyć urząd burmistrza bez udziału sił politycznych, które narzucałyby Maxowi program
- zauważa Phyllis Mueller, opiekunka Maxa i zarazem jedna z organizatorek całej inicjatywy, w rozmowie z Los Angeles Times. Zamiast debat były uśmiechy, a zamiast wieców - wspólne zdjęcia. Max regularnie pojawiał się w centrum miasteczka, podróżując specjalnym "burmistrz-mobilem". Za symbolicznego dolara fani tej inicjatywy mogli też zrobić sobie z nim zdjęcie lub kupić pamiątki: koszulki, kalendarze czy naklejki z podobizną Maxa. Cały dochód trafia natomiast na pomoc zwierzętom.


Zobacz też: Za "Kubusiem Puchatkiem" stoi tragiczna historia. Autor powieści przeżył prawdziwy koszmar
Dynastia Maximusów - burmistrz z rodowodem. "Nie widzę powodu, by to kończyć"
Obecny Maximus III to już trzeci psi władca z tej samej "linii". Pierwszy "burmistrz" Max pełnił funkcję od 2012 roku, ale choroba nowotworowa przerwała jego kadencję. Zastąpił go Maximus II - kilkumiesięczny szczeniak, który urzędował aż do 2022 roku. Po jego śmierci "władzę" przejął Maximus III, który objął urząd jako trzymiesięczny maluch. Towarzyszy mu jego siostra Meadow pełniąca funkcję wiceburmistrza.
Całą inicjatywę od lat finansują Phyllis Mueller i jej mąż Glen Warren. Jak podkreślają, nie chodzi o zysk, ale o ideę.
Golden retrievery niosą przesłanie bezwarunkowej miłości. Dopóki Max wywołuje uśmiech i sprawia ludziom radość, nie widzę powodu, by to kończyć
- zapewnia opiekunka psiego "burmistrza". Dzięki czworonożnemu ambasadorowi Idyllwild zyskało rozgłos daleko poza granicami Kalifornii. Turyści przyjeżdżają tu specjalnie po to, by zobaczyć "najsympatyczniejszego burmistrza świata". Dla lokalnej społeczności to doskonały sposób na promocję miasta i realną pomoc dla zwierząt.


Źródła: latimes.com, axios.com, tech.wp.pl


Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.


Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Idź do oryginalnego materiału