i stukam w tym kieracie i stukam, łupłup, łupłup, łup. Praca, mama, modlitwa, wyrywane chwile odpoczynku - i od rana znowu i znowu, szybciej, bo już późno, i w kółko to samo co dzień. Wszystko robię coraz wolniej, dziś rano po wstępnym obrobieniu się skomentowałam zegar: o, znowu po ósmej. :P Do roboty na dziewiątą do czternastej coś, zakupy, obiad, i już ciemno.
U nas znowu mróz, ślisko, źle się chodzi. Marzę o wiośnie. Że za miesiąc już będzie można posiać rzeżuchę i nie zgnije. Rzodkiewka zacznie smakować jak rzodkiewka. Może zaczną już wychylać się szczypiorki krokusów. I ciekawe, czy siedmiolatka mi nie wymarzła.
A na razie środek zimy i może uda mi się przeprowadzić doroczne rozmrażanie lodówki - wyrzucę całą zawartość na balkon, rozmrożę, umyję, wsadzę z powrotem. Ale to jutro.
A dziś - herbatka grzaniec z Irvinga. Podobno jabłko-cynamon plus czarna herbata. Herbata ok, cynamonu nie za dużo, trochę kardamonu i goździków. W sumie całość smaczna.

Tak myślę, iż poherbatkuję do połowy lutego, a potem zmienię rozrywkę na bardziej wiosenną.








