Przedstawiciele samorządów szukają miejsca dla bezpańskich zwierząt z terenu swoich gmin. Nie kryją, iż zamknięcie schroniska Baros w Suchedniowie może okazać się problematyczne, a rozwiązania będą niekoniecznie przyjazne dla zwierząt. W minionym roku z usług tego schroniska korzystało ok. 50 gmin.
Obecnie w schronisku Baros przebywa ponad 70 zwierząt. Jak informowało już Radio Kielce, właściciel po fali negatywnych komentarzy na temat funkcjonowania obiektu poinformował o zamiarze zamknięcia działalności.
Z informacji, jakie uzyskaliśmy od Bogdana Konopki, powiatowego lekarza weterynarii w Skarżysku-Kamiennej wynika, iż w tym roku właściciel schroniska zawarł już kilka umów z samorządami, ale te są w trakcie wypowiadania.
W województwie świętokrzyskim umowę ze schroniskiem w Suchedniowie na 2026 rok miała m.in. gmina Skarżysko-Kamienna. Prezydent Arkadiusz Bogucki informuje, iż umowa została zerwana.
– W tym momencie realizowane są poszukiwania schronisk alternatywnych, z którymi będziemy mogli podpisać umowę. Tych jest mało, a biorąc pod uwagę całą sytuację z odbiorem społecznym, boją się one przyjmować nowych kontrahentów i obawiają się zarzutów o nieodpowiednią jakość obsługi – zaznacza.
Prezydent dodaje, iż na pewno nie uda się znaleźć schroniska w bezpośrednim sąsiedztwie Skarżyska, co spowoduje dodatkowe komplikacje. Odłowione psy będą prawdopodobnie musiały czekać w tzw. „punkcie przetrzymań”, a najbliższy znajduje się w Szydłowcu. Zwierzęta zostaną w nim umieszczone tymczasowo i transportowane do wybranego schroniska, gdy będzie się to „opłacało”, a więc gdy znajdą się kolejne do takiego przewiezienia.
W tym roku gmina Skarżysko-Kamienna płaciła schronisku Baros 3 tys. zł za odłowienie jednego psa. Od początku roku odłowiono 5 psów. W całym zeszłym roku było ich 77, co kosztowało gminę ponad 280 tys. zł.
Z usług schroniska Baros korzystała także gmina Gowarczów z powiatu koneckiego. Burmistrz gminy Joanna Dołowska mówi, iż w tym roku umowa z Barosem została zawarta, ale podobnie jak w przypadku Skarżyska-Kamiennej – doszło do jej zerwania.
– Nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy podpisać umowę z jakimś schroniskiem. Szukaliśmy w niejednym informacji o możliwości zawarcia umowy, niestety nikt (poza Barosem – przyp. red.) nie odpowiadał na to pozytywnie – relacjonuje.
Teraz, po zerwaniu umowy, poszukiwane jest inne schronisko. W zeszłym roku na terenie gminy Gowarczów odłowiono kilka psów. Burmistrz Joanna Dołowska mówi, iż nie zawsze konieczna była interwencja ze schroniska, bo pracownicy gminy także na własną rękę poszukiwali domów dla znalezionych psów. Burmistrz mówi, iż sama nie mogła narzekać na współpracę ze schroniskiem, także pracownik gminny kontrolował to miejsce i nie miał większych zastrzeżeń.
Inez Romaniec-Clark z Koalicji na Rzecz Walki z Bezdomnością Zwierząt przyznaje, iż schroniska Baros nie zna, ale jego zamknięcie nie rozwiązuje problemów.
– Mam bardzo mieszane uczucia. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, iż każda gmina ma obowiązek zawarcia umowy ze schroniskiem, takie jest prawo. Dobrze jest, gdy gminy zawierają te umowy na swoim terenie – mówi. I dodaje, iż w ten sposób urzędnicy mogą kontrolować, co dzieje się ze zwierzętami w schronisku. Zauważa też, iż szukanie schroniska w ekspresowym tempie – a przed takim wyzwaniem stają teraz gminy – może przyczynić się do tworzenia patoschronisk.
Zdaniem ekspertki, lepszym rozwiązaniem byłoby wpuszczenie do schroniska wolontariatu, który pełniłby m.in. funkcję kontrolującą, ale także działania gmin, monitorujących los zwierząt odławianych w ich gminach.
– I może jest to czas wprowadzenia w Polsce nie pozorowanych, ale skutecznych programów walki z bezdomnością zwierząt, a więc skupionych na ich sterylizacji, kastracji i czipowaniu – dodaje.


2 godzin temu




