Z lasów do miast
W minionych latach na łamach naszego portalu kilkukrotnie pisaliśmy o dzikich zwierzętach widywanych na ulicach miasta. Po wizytach szukających smacznych kąsków dzikach czy zbłąkanych sarnach mieszkańcy rozpisują się na temat lisów, które w ubiegłym tygodniu biegały po kutnowskich ulicach i osiedlach.
Na grupie Kutnie pojawiają się zdjęcia i nagrania z udziałem tych dzikich stworzeń. Wśród internautów nie brakuje opinii, iż choć to zjawisko nie jest czymś nadzwyczajnym, może nieść za sobą zagrożenie dla człowieka.
- Nad Ochnią biegają lisy mogą być wściekłe, nie uciekają przed ludźmi [...] W większości tak jak piszą, najpewniej szukają jedzenia. Ale proszę nie lekceważyć ewentualnej wścieklizny. W Polsce to pojedyncze przypadki. Mamy od lat profilaktykę zrzucaną przez samoloty. [...] Szukają jedzenia. Im też jest ciężko ale należy być ostrożnym — czytamy na Grupie Kutno.
Lisy widywane były także m.in. przy ul. Jana Pawła II i w okolicach strefy ekonomicznej.
Uwaga na lisy. Mogą przenosić wściekliznę
W zaistniałej sytuacji sprawę najlepiej omówić ze znawcą tematu. O komentarz poprosiliśmy więc rzecznika prasowego Nadleśnictwa Kutno. Czemu zawdzięczamy wizyty lisów na terenie naszego miasta? Czy jest się czego bać?
- Lisy mają coraz większe tereny żerowiskowe. Przede wszystkim zima, którą mamy w tym roku, jest dosyć konkretna, dłuższy czas takiej nie mieliśmy. Dlatego też lisy chodzą i myszkują sobie tam, gdzie jest pożywienie. A w mieście mają w tej chwili o to prościej: są śmietniki, jakieś odpady, i to je przyciąga. Jest to naturalne zjawisko — wyjaśnia Kacper Opas.
Warto wiedzieć, iż lisy to pokarmowi oportuniści — swój jadłospis dostosowują do dostępności pożywienia. Doskonale widać to właśnie przy obecnych warunkach pogodowych — gdy sroga zima daje się we znaki, nie wybrzydzają i wypatrują łatwych źródeł pokarmu.
Obecność lisów w miastach może mieć także związek z trwającą od końca stycznia do połowy lutego rują.
Kluczową informacją, którą powinni przyswoić sobie mieszkańcy, jest jednak to, iż w obliczu dzikiego zwierzęcia należy zachować środki ostrożności.
- Najważniejsze dla mieszkańców jest to, żeby nie udomawiać tych lisów, nie dokarmiać ich, nie podchodzić. Lisy są bardzo dużymi nosicielami wścieklizny i różnych chorób, które przechodzą na człowieka — apeluje rzecznik nadleśnictwa.
Jak podkreśla, pomimo cyklicznych akcji szczepień, lisy obciążane są dużym prawdopodobieństwem zakażenia wścieklizną. Najważniejsze to nie prowokować ich do ataku.
- One nie są nami zainteresowane, a mogą poczuć duże zagrożenie, kiedy będziemy próbowali się do nich zbliżyć. Ugryzienie lisa może skończyć się zarażeniem wścieklizną. Jest to poważny problem. W przypadku ugryzienia lisa radziłbym, żeby jak najszybciej skontaktować się z lekarzem — tłumaczy Kacper Opas.
Należy pamiętać, iż osoba postronna nie jest w stanie sama zauważyć symptomów zakażenia u dzikiego zwierzęcia. Wzmożoną czujność powinni zachować także, a może choćby — przede wszystkim — właściciele psów. Trzymajcie swoje pupile z dala od lisów!
Rzecznik zaznacza, iż wbrew pozorom największe zagrożenie ze strony lisów wcale nie dotyczy w tej chwili terenów zurbanizowanych. Drapieżniki te najchętniej zakradają się bowiem do gospodarstw, gdzie prowadzony jest chów drobiu.
Okres wzmożonej obecności lisa w sąsiedztwie ludzkich zabudowań nie powinien na szczęście trwać zbyt długo.
- Przyjdą odwilże i lisy wrócą do siebie — uspokaja Kacper Opas.

3 godzin temu



