Srebrzyste chmury wisiały nisko nad doliną, niemal dotykając czubków brzozowych drzew. Olav siedział na drewnianej ławie, opierając dłonie na kolanach. Miał osiemdziesiąt lat, a jego długa, siwa broda poruszała się delikatnie na chłodnym wietrze. Patrzył na trawiasty dach starej chaty, która należał









