O, Kingo! Jak dobrze, iż jesteś! Już nie wiem, co mam robić!
Justyna postawiła ciężką siatkę z zakupami na ławce i westchnęła.
Co się stało, pani Wioletta?
Spokojnie, Justyna! Pamiętaj: uprzejmość, jeszcze raz uprzejmość. Tylko tak można współżyć ze starszymi, choćby jeżeli bywają trudni w obejściu.
A iż Wioletta Bartczak była trudna, wiedzieli wszyscy na osiedlu. Skandalistka, jakich mało.
Dlaczego dama?
A bo Wioletta awanturowała się wyjątkowo grzecznie, ale potrafiła wyprowadzić z równowagi każdego.
Kochana, trochę się pani myli.
Proszę mnie nie nazywać kochaną!
Ojej! Za naszych czasów kobiecie było miło usłyszeć takie słowo, a teraz No cóż, mówi się: stracone pokolenie! Ale jednak proszę posprzątać po swojej psince.
A jak nie?
To cały blok się o tym dowie, proszę pani!
Ci, którzy brali te groźby na żarty, gwałtownie przekonali się, iż Wioletta Bartczak nie rzuca słów na wiatr. I choćby nie musiała grozić wprost po prostu działała.
Już nazajutrz zdjęcie winowajcy pojawiało się na tablicy niechlubnych każde drzewo, słup, tablica ogłoszeń czy inny kąt był dobry. Wydruk z drukarki, której obsługi nauczył ją sąsiad, lądował wszędzie, a tekst zawsze był podobny: Nie jesteśmy z nich dumni!. Pod spodem dokładny opis wykroczenia.
Papier Wioletta kupowała hurtowo. Emerytura była przyzwoita, dzieci dorzucały, więc zaopatrzenie szło sprawnie. Uznała, iż na niej ciąży obowiązek pilnowania porządku w okolicy, sądowe grzywny za te działania jej nie przerażały. Przychodziła na każdą rozprawę, kłaniała się sędziom, przepraszała, iż zabiera im czas. I już nikt jej nie zbywał jak natręta raczej traktowano ją jak zło konieczne… albo dobro, zależnie od punktu widzenia.
Byli tacy, którzy choćby jej dziękowali. Największą sprawą Wioletty była walka o naprawę burzowej kanalizacji na osiedlu. Zajęło jej to prawie dziesięć lat, mnóstwo nerwów oraz nieprzespane noce, ale zwyciężyła i od tej pory choćby właściciele samochodów, którzy zamiast łodzi podwodnych wyjeżdżali po deszczu, witali ją z szacunkiem. Nikt nie chciał trafić na jej karteczki.
Dostawało się nie tylko właścicielom psów, co nie sprzątali po pupilach. Oberwało się matkom, które zamiast pilnować dzieci, wolały piwo na ławce, alimenciarzom, cichym i głośnym łakomczuchom od procentów wszystkim, którzy uważali, iż zasady współżycia społecznego im nie dotyczą.
Nie wszyscy ją kochali. Raz ktoś choćby napadł Wolettę wieczorem w ciemnej bramie, kiedy wracała od siostry. Długo jej nie bili, ktoś spłoszył napastników, ale to wystarczyło. Po tym incydencie jej zapał tylko się wzmógł skoro komuś zależy, by przestała, to znaczy, iż dobrze działa!
Siniaki się zagoiły, ale złamana noga do końca się nie zrosła i co zmiana pogody, dawała o sobie znać.
Jak sama żartowała:
Ale przynajmniej wiem, czy zabrać parasol! Czyż to nie cud?
Winnych barometru znaleziono od razu i przykładnie ukarano Wiolettę dobrze znano w sądzie. Zyskała przy tym kilku ważnych znajomych trzech dzielnicowych i jednego śledczego, których nie wahała się czasem prosić o pomoc.
Aluś, kochany, bez ciebie ani rusz! dzwoniła do dzielnicowego Alicjana, swojego sąsiada, wielkiego chłopa z sumiastym wąsem.
Jak miał odmówić? Ta niepozorna, szczupła jak trzcinka kobieta podbiła nie tylko serca jego żony i dzieci, ale choćby matki, którą Alicjan bał się jak ognia. A to właśnie pani Wioletta przeprowadziła z nią niezapomnianą rozmowę:
Kochana moja, synowi słabo wychowanie wpoiliście? zagaiła z typową dla siebie ironią.
Co pani opowiada! Jestem świetną matką!
Nie wątpię! Jednakże, jeżeli tak dobrze go wychowałaś, czemu on przez cały czas potrzebuje twych chusteczek i opieki? Opiekę rozumiem matka to matka. Ale chusteczka! Wtym wieku? Wstyd!
Od tego momentu wizyty matki Alicjana radykalnie się zmniejszyły, przynosząc wytchnienie całej rodzinie, a wdzięczność do pani Wioletty sięgała zenitu.
Justyna, pracująca od kilku lat w pomocy społecznej, dobrze o tym wiedziała. Tym bardziej zdziwiła się, widząc płaczącą Wiolettę na ławce pod blokiem.
Co się stało?
Kingo… twoja podopieczna… pani Halina…
Co z nią?! Justyna spojrzała nerwowo w stronę znajomych okien.
Teraz u niej jest właśnie Alicjan. Halinki już nie ma
Justyna opadła na ławkę, ledwo nie siadając obok.
Co za dzień!
Od rana awaria kanalizacji, przez co dzieci spóźniły się do szkoły. Potem awantura z mężem. Oczywiście, kochała Marka taki nie pije, nie pali, kocha rodzinę, zarabia uczciwie Rzadkość! Mówią jej to wszystkie koleżanki. Ale mieszka przecież z nim, i czasem musi wybuchnąć, jak dziś. A przecież to tylko głupia żarówka. Prosiła, prosiła, przecież mogła sama wymienić!
Może nerwy, może wiek, a może zwyczajnie głupota? Tyle zamieszania przez drobiazg. Bo, widzisz, jeszcze wczoraj Halina prosiła ją, żeby kupić karmę dla kotów
Kochana Halina!
Justyna zaszlochała, nie radząc sobie ze wzruszeniem.
Oj, kochana… no co ty tak płaczesz! Trzymaj chusteczkę!
Śnieżnobiała chustka spadła Justynie na kolana i poruszyła jej wspomnienia identyczną dostała od Haliny na Gwiazdkę.
To dla ciebie, Justynko! Skromny upominek z serca i wdzięczności.
Przepiękny! To haft?
Tak. Twoje inicjały.
Aż szkoda używać!
Dziewczyno, to tylko chusteczka! Przepraszam, nie stać mnie na lepszy prezent, sama wiesz, ile mam emerytury.
Moja babcia zawsze mówiła, iż najlepszy prezent to pamięć.
Mądrą była twoja babcia. Jest jeszcze?
Nie. Została mi już tylko rodzina: mąż i dzieci.
To pięknie! U mnie niestety ani tego, ani tego nie było. Z rodziny miałam zawsze doradców… Siostry, brat, ciotki, wujkowie, rodzice każdy wiedział, jak mam żyć. Chcieli pomóc, ale z tej pomocy zostałam sama. A co z kotami? Od razu zapowiedzieli, iż w razie czego wyrzucą je na śmietnik. Komu to potrzebne dobro
O nie, nie pozwolę na to!
Oj, kochana! Ty ich nie znasz!
I nie chcę! A wiesz co?
No?
Przepisz swoje koty na mnie!
No co ty?
Serio! Kota można przecież zapisać w testamencie. Gdyby się coś stało, będę miała je na własność będą bezpieczne! Takie dobro z testamentu! Przecież nie można skrzywdzić tych futerek, skoro tak je kochasz!
Justynko! Jesteś aniołem. Nie wpadłabym na to Ale przecież to tyle obowiązków
Daj spokój! Jak to mówią bez kota, dom nie ten sam! Justyna drapała za uchem mruczącego Rudka i odpychała łaszącego się Felka.
Rudek mieszkał z Haliną już z dziesięć lat. Felek był przygarniętym przez Wiolettę chudzielcem pod supermarketem.
Halinko, ty już wiesz, co z tym zrobić. Ja mam alergię, ale serca do zwierzaków mi nie zabraknie, więc nie mogłam go zostawić tłumaczyła kiedyś Wioletta. Spójrz, jaki drobiażdżek Jak można go wyrzucić?
Kochana, pomogę ostatni raz, ale na trzeciego kota mnie nie stać. Moje finanse są marne.
Rozumiem, Halinko. Dziękuję ci!
Felek więc został u Haliny. A potem okazało się, iż Felek to Felka tuż przed tym, jak Halina odeszła, Felka przyniosła Halinie na łóżko gromadkę maluchów.
Felkowe szczęście śmiała się Halina. Piękne kocięta Dobra robota, Feluś! Rudek, jak nie będziesz porządnym ojcem, to ci zabiorę ulubioną zabawkę!
Okazało się, iż z Rudka był świetny tata. Justyna, odwiedzając Halinę, podziwiała kocie stadko i śmiała się:
Sama bym się nie domyśliła, iż Felka w ciąży! Myślałam, iż po prostu żarłoczna!
No właśnie! I co teraz z kociakami?!
Spokojnie! Mam duży ogród, znajdę im domy. Kogo nie uda się oddać, to Wioletta na pewno pomoże.
I o tym właśnie przypomniała sobie Justyna siedząc na ławce.
Muszę lecieć! Kociaki głodne!
Jeszcze tego samego dnia Justyna zabrała swoją spadkową rodzinę. Alicjan choćby pomógł jej odnieść kosz do domu.
Zostaw mi jednego. Dzieci proszą, a mama zawsze mówiła nie. Teraz, może Halina była dobra Koty też muszą być dobre zaśmiał się.
Wybieraj! Justyna uchyliła koc i dzieci wrzasnęły z radości.
Tego rudego!
Jak trochę podrośnie jest twój!
Dziękuję!
Nie ma za co A rodzina Haliny?
Obrazili się i powiedzieli, iż nie mają czasu się zajmować. Żebym sobie radził.
Justyna aż przechyliła koszyk z kotami. Jak to?!
Ja się wszystkim zajmę odpowiedziała stanowczo.
A pani to zupełnie obca osoba
Wcale nie! Z Haliną znałyśmy się ponad pięć lat. Mało? Czasem kilku dni wystarczy, by kogoś zrozumieć i stać się przyjacielem. Czasem całe życie nie wystarczy choćby jeżeli to rodzina. Halina zasłużyła na godne pożegnanie!
Alicjan klepnął ją lekko po ramieniu.
Teraz jesteś bardzo podobna do jednej znajomej Nie złość się! Pomogę.
Dziękuję Justyna kiwnęła głową.
Zamknąwszy furtkę, stanęła na chwilę na ścieżce pod domem. Ten dom, w centrum miasta, odziedziczyła po rodzicach, którzy wybudowali go przed laty. Dobrze się w nim mieszkało, zimą było ciepło, latem chłodno, był pełen miłości bo dom to nie tylko ściany.
Właśnie dlatego nie pojmowała, jak można nie mieć serca dla bliskich, nie żałować dzieci, nie szanować starszych
Weszła do środka. Pachniało obiadem, dzieci coś krzyczały w kuchni. Marek pojawił się w korytarzu.
Justyś, co się dzieje? Widzisz? Wymieniłem tę żarówkę! Przy okazji naprawiłem kran do podlewania. Niedługo twoje tulipany wyrosną. Tylko nie płacz już!
Już nie będę Justyna słowa ledwie przerywały łkanie, choćby nie próbowała ukrywać łez.
Co to? Marek objął ją i zabrał koszyk. Ciężkie jakieś!
Koty wtuliła się w jego ramię.
Co?!
Spójrz! Justyna uchyliła ręcznik i dzieci aż pisnęły z zachwytu.
Cicho, bo wystraszycie kotki!
Koty gwałtownie poczuły się jak u siebie. Rudek przynosił czasem myszy, by podziękować nowej pani. Często wieczorem włóczył się po ogródku i chodził pod okno dawnej właścicielki, której chyba nigdy nie zapomniał.
Czasem siedział na drzewie godzinami. Gdy wracał późno, Justyna burczała:
No proszę, nocny włóczykij! Jutro do pracy!
Rudek mruczał pod nogami, sprawdzał dzieci, Marka, po czym kładł się z Felką i maluchami w koszyku.
Halina została pochowana godnie. Justyna zdziwiła się, widząc tłumy na pogrzebie.
Kto to wszyscy?
Uczniowie. Helena uczyła w szkole fizyki, potem korepetycje, świetnie zarabiała, dopóki nie zaczęły się kłopoty ze wzrokiem. Ale, jak widzisz, ludzie ją pamiętają. Była dobrym człowiekiem
Minęły pierwsze dni, potem czterdzieści
Justyna wstawała w nocy, żeby wpuścić kota, aż zaczęło jej świtać w głowie: skąd te nerwy i nudności? Do Marka jeszcze nie mówiła, ale ta tajemnica zaczęła napełniać dom nowym sensem.
Głaskała Felkę i kociaki, szepcząc:
Niedługo znowu będę mamą Trochę się boję Dzieci już duże, zapomniałam, jak to jest. Co myślisz? Dam radę?
Felka mruczała głośno, aż Rudek przybiegał zaniepokojony i Justyna się uśmiechała.
No właśnie, czemu miałabym nie dać rady? Tyle tu pomocników!
Ale pewnego ranka Rudek nie wracał już drugi dzień. Nigdy tak nie znikał! Justyna poszła choćby pod dawny blok Haliny, ale kota tam nie było. Ani Wioletta, ani Alicjan patrolujący okolice nic nie wiedzieli.
Kochana, połóż się spać, przyjdzie podrapie w okno uspokajał ją Marek.
Nie mogę! Jeszcze zmoknie nie padało zapowiadali deszcz!
Justynko, to kot! Koty chodzą własnymi ścieżkami! Głodny przyjdzie!
Oj, wtedy już nie wypuszczę go samego! martwiła się, patrząc w ciemność.
Usiadła w fotelu. Nie słyszała nawet, kiedy Rudek wrócił.
A kot nie wrócił sam biegał dookoła domu i darł się tak, iż pół ulicy słyszało. Dom Justyny miał grube ściany, a temperatura spadła pierwszy raz od lat w kwietniu. Felka nagle zerwała się, nadsłuchiwała, powąchała powietrze, drgnęła.
Wyskoczyła z kosza i podrapała Justynę łapą.
Au!
Justyna najpierw odepchnęła kota ze złości, ale zaraz się otrząsnęła.
Felka, co się dzieje? Czemu mnie drapiesz?
Wtedy usłyszała miauczenie Rudka pod oknem i poczuła zapach spalenizny.
Marek! Dzieci! Pożar!
W jej głosie pobrzmiewał strach. Felka pobiegła do dzieci, lekko podgryzła każdego.
Wstawajcie!
Justyna złapała młodszego syna, starszego popchnęła do Marka, wzięła koszyk z kociętami i wybiegli z domu.
Sąsiedzi wezwali straż. Pożar gwałtownie ugaszono. Rudek uratował Felkę. Cała kocia familia siedziała teraz obok swoich ludzi.
Po wszystkim! Można wracać! Trochę będzie śmierdziało, ale dom cały! Dobrze, iż się obudziliście!
Dziękuję szepnęła Justyna, ściskając kotkę.
Dzieci podziękowały strażakom, Marek objął żonę:
Jak się czujesz?
Dobrze
Na pewno? zapytał, kładąc jej rękę na brzuchu. Justyna zdziwiona zadrżała.
Skąd wiesz?
Justynko, jestem przecież twoim mężem! Nasza trzecia pociecha w drodze, nie poznasz męża? Niby nic ci nie powiem? Zobacz, masz mnie, dzieci, kotów całą bandę. Ogarniesz!
To prawda
Justyna oddała kota Markowi, kocięta dzieciom, sama stanęła na ganku, patrząc w niebo.
Dziękuję ci, Halino, za to, co nam zostawiłaś Dziękuję ci.

1 dzień temu
![Blisko 600 psów na krajowej wystawie w Świebodzicach [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/76-Krajowa-Wystawa-Psow-Rasowych-w-Swiebodzicach-18-kwietnia-2026-14.jpg)


![Piękna akcja naszego dziennikarza i jego sąsiada! Pięć osieroconych wiewiórek trafiło pod opiekę specjalistów [FILM, ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-piekna-akcja-naszego-dziennikarza-i-jego-sasiada-piec-osieroconych-wiewiorek-trafilo-pod-opieke-spe-1776500391.jpg)
![Adopcja zwierząt Katowice: Niko, Łobuz, Stefcia i Przytulas szukają domu [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-04/Stefcia_2.jpg)



.jpeg)