Do kogo należą owoce, które spadły za płotem? Prawo rozwiązuje spór

1 miesiąc temu
Do kogo należą owoce, które spadły za płotem? W wielu polskich ogrodach ten pozornie błahy problem potrafi wywołać burzę. Wystarczy kilka śliwek na trawie po drugiej stronie ogrodzenia i problem gotowy. A jednak prawo nie pozostawia wątpliwości. Dokładnie określa, komu należą się naturalne zdobycze.
Sąsiedzkie spory często zaczynają się od drobiazgów. Czasem wystarczy kilka chwastów na granicy działki, zbyt rozrośnięte drzewo albo jabłka spadające po niewłaściwej stronie płotu, by między sąsiadami zrobiło się nerwowo. To, co z początku wygląda niewinnie, potrafi gwałtownie przerodzić się w prawdziwy konflikt. Zwisająca gałąź śliwki bywa powodem większych emocji niż głośny remont za ścianą. Tylko co na takie sytuacje mówią przepisy? Czy można samemu przyciąć gałęzie przechodzące na swoją stronę albo zabrać owoce, które spadły z granicznego drzewa?


REKLAMA


Zobacz wideo Jaka jest definicja uciążliwego sąsiada? Student: Chyba sam jestem taką osobą


Do kogo należą owoce, które spadły za płotem? Przepisy regulują tę kwestię
jeżeli jabłko samo odpadnie z drzewa i spadnie na teren sąsiada, prawo jasno wskazuje, do kogo należy. Zgodnie z art. 148 Kodeksu cywilnego "owoce opadłe z drzewa lub krzewu na grunt sąsiedni stanowią jego pożytki". A więc jeżeli jabłko spadło bez udziału człowieka, np. pod wpływem wiatru, deszczu czy własnego ciężaru, staje się własnością właściciela gruntu, na którym się znalazło.
Zasada ta nie działa jednak wtedy, gdy ktoś celowo potrząsnął drzewem lub w inny sposób przyczynił się do opadnięcia owoców. W takiej sytuacji nie można mówić o naturalnym opadzie i o zmianie właściciela. Warto też pamiętać, iż przepis nie dotyczy terenów publicznych, a śliwka, która spadnie na chodnik, ulicę czy do parku, formalnie nie należy do nikogo.


Inaczej wygląda sprawa z owocami, które wciąż wiszą na gałęziach, choćby jeżeli te przechodzą nad cudzą działką. Prawo wciąż uznaje je za własność właściciela drzewa, więc nie wolno ich zrywać bez jego zgody. Można natomiast poprosić o przycięcie gałęzi lub jeżeli sąsiad tego nie zrobi, usunąć je samodzielnie. Umożliwia to art. 150 Kodeksy cywilnego, który pozwala właścicielowi działki obciąć gałęzie wchodzące na jego teren, ale dopiero po wcześniejszym wezwaniu sąsiada do ich usunięcia.


Drzewo owocowe - zdjęcie ilustracyjneFot. Anna Eremeeva / iStock


W jakiej odległości sadzić drzewa od granicy sąsiada? Warto trzymać się tego metrażu
Polskie prawo nie określa wprost, w jakiej odległości od granicy działki można sadzić drzewa czy krzewy. Kwestie te reguluje ogólna zasada tzw. prawa sąsiedzkiego z Kodeksu cywilnego - właściciel powinien korzystać ze swojej nieruchomości tak, by nie zakłócać korzystania z gruntu sąsiada ponad przeciętną miarę. W praktyce oznacza to, iż drzewa nie mogą zagrażać, zacieniać ani utrudniać życia po drugiej stronie płotu.


Przy braku ustawowych norm, sądy i eksperci często sięgają do regulaminu Rodzinnych Ogrodów Działkowych, który przyjmuje konkretne odległości jako rozsądny punkt odniesienia. Zgodnie z tym dokumentem, niskie drzewa owocowe powinny rosnąć co najmniej 2 metry od granicy, morele 3 metry, a duże gatunki, jak czereśnia czy orzech włoski, minimum 5 metrów. Krzewy owocowe zaleca się sadzić metr od granicy, a w przypadku leszczyny, trzy. Choć nie są to sztywne przepisy, a raczej zdroworozsądkowe wskazówki, warto się ich trzymać, by uniknąć niepotrzebnych sporów i późniejszego przycinania gałęzi, które przez lata wymknęły się spod kontroli. Czy masz drzewa owocowe na swojej działce? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Zachęcamy do zaobserwowania nas w Wiadomościach Google.
Idź do oryginalnego materiału