Dzień 31 grudnia
Od zawsze czekałam na listy. Najpierw dziecięce karteczki przechowywane w szufladzie babci, potem ostemplowane koperty. Przez lata zmieniały się adresy, podwórka zdziczały, znajomi poszli swoją drogą, a ja nauczyłam się czekać ciszej, choć tęsknota nie ucichła.
On nigdy nikomu nie wierzył i niczego się nie spodziewał. Normalny, silny facet z Krakowa. Praca, w domu wierny pies Borys. Dalekie wyjazdy, najczęściej samotne albo właśnie z Borysem.
Byłam zawsze dziewczyną z dużymi, smutnymi oczami, a ludzie mówili na mnie piratka w spódnicy. Wolałam kumplować się z chłopakami łatwiej było być sobą. Zawsze jednak miałam swoje własne marzenia: udawałam mamę gromadki dzieci, szczęśliwą z mężem, i widziałam oczami wyobraźni piękny dom otulony ogrodem.
On nie wyobrażał sobie życia bez sportu. W kartonie w garażu trzymał medale i puchary nie wiedział, po co, chyba z szacunku dla rodziców, którym błyszczały oczy z dumy. Kochał nie zwycięstwa, tylko proces dać z siebie wszystko aż do końca, zmęczenie, a potem to niespodziewane, drugie tchnienie.
Rodziców straciłam, gdy miałam siedem lat. Rozdzielili mnie z młodszym bratem każde do innego domu dziecka. Potem los znowu nas połączył. Teraz mieszkamy naprzeciw siebie, w jednym z tych krakowskich bloków, z ciepłymi podwórkami, warzywniakami na rogu i życzliwymi sąsiadami. Brat i jego rodzina to moi najbliżsi.
Był wtedy ciężki dzień Zakończyłam zmianę, wracałam przez plac przy MPK, kiedy dogonił mnie pan Kazimierz. Uściskał mnie jak własną córkę, podziękował za drożdżówki.
Odpocznij dziś w domu, dobrze?
Zdążę! rzuciłam i gwałtownie ruszyłam do swojej Astry.
Westchnął za mną z troską, jak robią to tylko starsi ludzie.
W święta często ustawiali nas z jednym dyżurem. kilka osób chciało wtedy pracować choćby lekarze. Oprócz mnie w zespole byli jeszcze dwaj panowie. Nigdy mnie nie zaakceptowali może dlatego, iż nie podobało im się, iż lubię być zadbana, iż potrafię się uśmiechnąć choćby po ciężkiej nocy. Zawsze uważałam, iż wygadany lekarz i schludny wygląd potrafią zmienić atmosferę choćby w najtrudniejszych chwilach.
On tego dnia spieszył się, jak mógł. W bagażniku skakały sportowe trofea, a Borys z tyłu cicho popiskiwał. Tato zaprosił na Sylwestra. Przełożył więc puchary do auta i byli już gotowi do drogi. Atmosfera świąt zawsze wyzwalała w nim tęsknotę tak rzadko bywał z rodzicami, których bardzo kochał Niedługo przed Nowym Rokiem, wcześnie rano, zadzwonił telefon.
Mama się źle czuje powiedział ojciec zachrypniętym głosem.
Ojciec był kiedyś majorem, twardy facet, a tu głos mu się łamał. Rodzice byli razem od liceum zawsze patrzyli na siebie jak zakochani. Zadziwiało go to, jakby znali jakąś tajemnicę
Uśmiechnęłam się słabo. Przed Nowym Rokiem zawsze piekłam masę drożdżówek, a potem rozwoziłam je po mieście znajomym i chorym. Tego dnia udało mi się choćby zdrzemnąć nie dopuściłby mnie pan Kazimierz do kierownicy, gdybym była wykończona. Sam by odwiózł.
Do domu rodziców miał jeszcze z dziesięć kilometrów, kiedy nagle zaczęła się śnieżna zamieć. Przypomniał sobie, jak kilka godzin wcześniej Borys nie chciał wsiąść do samochodu, jak przeszkadzał mu hałas bagażnika wieczne wyjazdy, droga za drogą…
Mama, tata, czekajcie… Oprócz was nie mam nikogo…
Borys lizał go po karku, jakby rozumiał.
Przepraszam, stary, ciebie też
Zatrzymałam samochód. Zaspy śnieżne, zawieja jak z bajki. Został mi już tylko jeden placek dwa, trzy kilometry do okolicznych ogródków działkowych, gdzie mieszkała pani Helena, moja ulubiona pacjentka. Cóż to za kobieta! Wspaniałe, młode oczy, choć już siwiejące włosy i mądrość. Jej mąż również tryskał energią. Tacy byliby pewnie moi rodzice
Nagle przed maską mignął ciemny kształt pies? Skąd się tu wzięłaś, kudłata? Z lasu wybiegłaś czy komuś uciekłaś? I te piękne oczy Ale czemu szyja cała mokra? Kurtka zaczęła lepić się do skóry Chce mi się spać Borys, Borysie Czemu tak boli?… Mamo, tato, już blisko jestem… Ciemność
Nie mogłam się dodzwonić do pana Kazimierza pojechał po wnuki. Pogoda była fatalna. Karetka by nie przejechała.
Zaraz, chłopie już wyciągnę was Boże, i jeszcze pies
Już miałam ruszać, gdy nagle obok przemknął szary samochód.
Ktoś pędzi do domu pomyślałam. Kilka minut później szary wóz obróciło na śliskiej drodze i auto wylądowało w rowie. Czarna psina leżała obok. Zdaje się, żywa.
Która to w ogóle godzina? myślałam potem, stając pod gorącym prysznicem, żeby się rozgrzać. Ze zmęczenia usiadłam na podłodze, zamknęłam oczy. Choć na chwilę zasnąć
Jak ty go wyciągnęłaś, takiego byka?! słyszałam w głowie głos brata. Ciało zesztywniało od wspomnień wysiłku.
Mężczyznę i dwa psy zawiozłam swoim autem prosto do szpitala. W połowie drogi brat przyjechał z pomocą. Potem wróciłam jeszcze do pani Heleny, zostawiłam jej ciasto. Wzięłam też ze sobą karton, który wypadł z bagażnika rozbitego auta. Może dla tamtego mężczyzny jest ważny. Najważniejsze, iż wszyscy przeżyli. Jak wyjdzie ze szpitala, oddam.
Drzwi otworzył pan Stanisław mąż pani Heleny wyraźnie zaniepokojony.
Coś się stało? zapytał.
Pani Helena w szpitalu. Szykuję się tam, nie mogę się dodzwonić do syna
Spuściłam wzrok.
U pani wszystko dobrze? zapytał, chwytając mnie za rękę.
Mogę pana podwieźć? zaproponowałam. Jechaliśmy w ciszy. Śnieg przestał padać.
Widzę, iż wieziesz jakiś karton Skąd go masz? zapytał nagle.
Był w samochodzie, który miał wypadek. Facet próbował ominąć psa, auto wywróciło się, a karton wyleciał
Szare auto, biały pies w środku, a ten wybiegły z lasu czarny? wyszeptał.
Zatrzymałam wóz. Spojrzałam na niego. Pan Stanisław zacisnął pięści, spojrzał w śnieg za szybą.
On żyje. I pańska żona też dojdzie do siebie objęłam go odruchowo.
Wiesz, dziecko Mogę tak na ciebie mówić?
Oczywiście odpowiedziałam, a w oczach stanęły mi łzy.
Żona mówiła przez kilka nocy, iż śniła się jej czarna suka Syn ma białego psa. To skąd ta czarna?
Piękne, smutne oczy to pierwsze, o czym myślał, gdy odzyskał świadomość. Ojciec drzemał na krzesełku przy łóżku szpitalnym.
Mama wypadek Przypomniał sobie wszystko. I oczy tamtej kobiety
Nowy Rok świętowaliśmy dopiero pod koniec stycznia. Mama dochodziła do siebie. Ojciec był szczęśliwy. Borys lekko utykał, jednak lekarz zapewnił, iż wyjdzie z tego w pełni. Kochał swoją pracę z chłopakami, już się martwił, jak ich zmotywować po feriach na treningach Ale z myśli nie mogła mu wyjść tamta dziewczyna
Już miał opuszczać rodzinny dom, gdy ojciec zawołał go z poddasza.
Co trzeba? spytał, wchodząc na schody. Ojciec uśmiechnął się tajemniczo, a na półkach zobaczył swoje medale i puchary.
Skąd to? Panie pułkowniku? żartował.
Zastanów się Idę wyprowadzić Borysa przed twoim odjazdem.
Wracałam do siebie wcześniej niż zwykle. W domu czekała na mnie Dina nie mogłam jej nie zabrać od znajomego weterynarza, kiedy już doszła do siebie; w innym razie trafiłaby do schroniska. Dina była czarna z białą plamką na piersi w kształcie serca.
Automatycznie otworzyłam skrzynkę na listy, choć zwykle była pusta. Teraz jednak, kątem oka dostrzegłam biały list.
W środku znalazłam słowa:
Przyjdę dzisiaj wieczorem. Dziękuję Ci, kochana!
Miłość, jak kompas, pomaga odnaleźć drogę.
