Ich działalność poszukiwawcza zaczyna się już w lutym, a potem trwa aż do późnej jesieni, a czasem choćby zimą. A gdy już zacznie się sezon, uważnie zbierają wszystko, co może zaplątać im się pod nogami. Irena Gumowska – autorka licznych publikacji poradniczych z czasów PRL-u – nazywała to „kuchnią pod chmurką”, a dziś takie osoby same nazywają się chwastożercami.
Na przestrzeni dziesięcioleci przyjęło się, iż rośliny rosnące dziko plenią się i przypominają ubogie czasy minione. Dzisiaj, jak przekonuje Małgorzata Kalemba-Drożdż w swojej książce kulinarnej „Pyszne chwasty”, jest już inaczej. Rośliny „wdzierające się” do naszego ogrodu albo na skraj lasu mogą się okazać bardziej wartościowe niż uprawiane na masową skalę, woreczkowane mieszanki sałatowe na sklepowych półkach. Dzikie gatunki nie potrzebują nawozów, pielenia ani podlewania, a często wykazują adekwatności prozdrowotne. Zawierają związki o działaniu leczniczym, takie jak glikozydy, śluzy, alkaloidy i flawonoidy.
Tak! Chcę zostać chwastożercą.
Gdy zaczynamy przygodę z dzikimi roślinami, warto zacząć od zdrowego rozsądku. Potem przyda się drukowany zielnik lub aplikacja do rozpoznawania gatunków roślin i – choć to nie jest niezbędne – grupa fascynatów zielska. Zasady zbiorów są proste: jeżeli coś nie rośnie u nas samopas w ogrodzie, zbieramy w miejscach oddalonych od ulic, zbieramy tyle, ile jest nam potrzebne, i staramy się dbać o innych użytkowników przyrody.
I jak to jeść?
Na dania z chwastów przepisów jest wiele – wystarczy zajrzeć do którejś z książek autorów takich jak Małgorzata Kalemba-Dróżdż czy Łukasz Łuczaj lub skorzystać z porad społeczności w mediach cyfrowych. Do wyboru są sałatki, pasty, zupy, przekąski i słodkości.
Znany wszystkim mniszek lekarski sprawdzi się jako „jarzynka” do obiadu, a jego żółte kwiatki to główny składnik majowego miodku. Żółtlica – choć nieznana dobrze z nazwy, ale wizualnie łatwa do skojarzenia dzięki malutkim żółtym kwiatkom z białymi płatkami – to kolejna propozycja „jarzynki” lub zupy. Na zupy nadaje się także lebioda, pokrzywa, a choćby stokrotki. Kto w dzieciństwie nie próbował kwaśnego szczawika zajęczego w serduszka? Bluszczyk kurdybanek smakuje trochę jak oregano.
Coś słodkiego do herbatki
Gdy już zaparzymy sobie napar z rumianku, mięty, płatków róży, skrzypu lub pokrzywy, można przygotować coś słodkiego. Na przykład syropy – ze stokrotek, fiołków czy babki. Potem to już tylko konfitury, liście w cieście naleśnikowym i galaretki.
W myśl zasady: co można zjeść, nada się też w łazience – rośliny mają liczne zastosowania w kosmetyce. Odwarem z mydlnicy lekarskiej można umyć włosy, naparem z korzenia łopianu je wypłukać, a rumiankiem rozjaśnić. Glistnik jaskółcze ziele, rosnący niemal w każdej przestrzeni przy krawężnikach i ogrodzeniach, można nazwać rośliną ruderalną. Jego sok działa na brodawki skórne.
Być chwastożercą i zbieraczem dzikich roślin to całkiem przydatna rzecz. Warto znać zasady i terminy zbiorów oraz uczyć się, jak trafnie rozpoznawać rośliny.
28 marca obchodzimy Światowy Dzień Doceniania Chwastów, więc może warto przyjrzeć się temu, co rośnie blisko nas.

2 dni temu








