*Dziennik osobisty*
Chcesz zobaczyć mojego męża? Proszę bardzo, on jest twój! powiedziała moja żona z uśmiechem, zwracając się do nieznajomej kobiety stojącej w progu.
Czekaj chwilę, Kasia! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, gdy sprawdzę, kto to, rzuciłam niechętnie, przerywając rozmowę telefoniczną z przyjaciółką z dzieciństwa. Kasia opowiadała mi ze śmiechem o urodzinach swojej teściowej, a ja chichotałam, jakbym oglądała najlepszą komedię.
Podeszłam do drzwi, spojrzałam przez wizjer i zamarłam. Spodziewałam się sąsiada w naszym zamkniętym osiedlu obcy nie mieli łatwego wstępu. Ale przed drzwiami stała młoda kobieta o dziwnym wyglądzie, której nigdy wcześniej nie widziałam.
Postanowiłam nie otwierać lepiej unikać kontaktów z nieznajomymi, zwłaszcza teraz, gdy oszuści czyhają na naiwnych. Miałam zasadę: żadnych rozmów z obcymi. Oszukać można tylko tych, którzy dają się nabrać, a ja do nich nie należę.
Miałam już wrócić do telefonu, by dokończyć rozmowę z Kasią, gdy dzwonek rozległ się ponownie. Kobieta na zewnątrz była uparta, pewna, iż ktoś jest w domu i zdecydowana, by dostać odpowiedź.
Byłam sama mój mąż, Marek, poszedł do kolegi pomóc mu w pracach w ogrodzie. Wróciłam do drzwi i przyjrzałam się nieznajomej uważniej.
Coś w niej było dziwne i zarazem żałosne, ale nie czułam zagrożenia.
Co najgorszego może się stać, jeżeli otworzę i każę jej iść? Potem wrócę do spokojnego weekendu, pomyślałam. Pewno się zgubiła albo próbuje wcisnąć mi jakiś badziew.
Zdecydowana, otworzyłam drzwi. Kobieta w przedpokoju natychmiast się wyprostowała, nerwowo poprawiając włosy, zanim zaczęła mówić.
Dzień dobry! Pani to Agnieszka? zapytała, bawiąc się szalikiem na szyi. No jasne, iż pani po co w ogóle pytam?
Ciekawe, przemknęło mi przez myśl. Oszuści stają się coraz bardziej wyszukani. choćby wie, jak mam na imię.
Kim pani jest i czego chce? Stoi pani tu od pięciu minut. Nie zapraszałam pani, więc niech pani powie, o co chodzi, albo idzie! odpowiedziałam stanowczo.
Marek jest w domu? spytała nieznajoma, zaskakując mnie.
No proszę! pomyślałam, podejrzliwie. Zna też imię mojego męża. Ta jest przygotowana.
Przyszła pani do Marka? zapytałam, choć zamierzałam powiedzieć coś zupełnie innego.
Nie, przyszłam porozmawiać z panią. Ale jeżeli Marek jest w domu, będzie mi trudniej, odparła z dziwną szczerością.
Trudniej? O co chodzi? zastanawiałam się.
Nie ma go. Czego pani chce?
Może lepiej porozmawiamy w środku. Dziwnie gadać o takich rzeczach na korytarzu, zasugerowała, nabierając pewności siebie.
Nie ma mowy! Nie znam pani i nie wpuszczam obcych. Niech pani mówi i szybko, odparłam.
Naprawdę chce pani rozmawiać o intymnych szczegółach mojego związku z Markiem tutaj, przed sąsiadami? uśmiechnęła się ironicznie.
Co? Jaki związek? wykrzyknęłam głośniej, niż zamierzałam.
Agnieszko, wszystko w porządku? Dlaczego krzyczysz? usłyszałam głos pani Kowalskiej, sąsiadki z naprzeciwka, która właśnie wyszła z windy.
Ach, dzień dobry, pani Kowalska! Wszystko w porządku. Jak tam na zewnątrz? próbowałam odwrócić uwagę.
Ponoć będzie padać, odpowiedziała, choć nie spieszyła się do swojego mieszkania, wyraźnie interesująca sytuacji.
Wejdź, mruknęłam niechętnie, wpuszczając kobietę do środka.
Gdy już była w środku, rozglądała się po mieszkaniu z zainteresowaniem, zatrzymując wzrok na różnych przedmiotach.
Ma pani pięć minut. Niech pani mówi, powiedziałam, blokując jej prz

3 dni temu






