Chcę pojechać latem do rodziny męża nad Bałtyk, ale mama się sprzeciwia, bo potrzebuje pomocy w ogrodzie.

2 dni temu

Słuchaj, muszę Ci się wygadać, bo mama znowu się na mnie obraziła tym razem o wakacje. Wyobraź sobie, rodzina mojego męża zaprosiła mnie i Zosię na całe lato nad morze! Mieszkają w Międzyzdrojach i bardzo by im było miło, gdybyśmy z córką przyjechały do nich na parę miesięcy. No i jak tu odmówić? Lekarka też zalecała, żeby Zosia spędziła lato nad morzem wiadomo, iż świeże, morskie powietrze to zdrowie i pewnie mniej będzie przeziębień w ciągu roku.

Ale mama? Dramat, łzy w oczach, bo jak to przecież lato to najwięcej roboty na działce i jak ona sobie sama poradzi? Liczyła na moją pomoc, bo niby w zeszłym roku nic nie robiłam. A prawda jest taka, iż rok temu Zosia była dopiero malutka i nie miałam czasu w pielęgnację maminego ogródka.

Wiesz, w liceum też miałam już serdecznie dość tej działki. Wszystkie dziewczyny chwytały wakacyjne przygody czy włóczyły się po jeziorach, a ja regularnie maszerowałam z listą rzeczy do zrobienia i z motyką do plewienia, podlewania i innych ogrodniczych atrakcji. Rodzice pracowali przez większą część tygodnia i jedynie w weekendy mogli poświęcić czas ogrodowi. A ja? Wiadomo, młoda, niby mam czas, to miałam się przykładać.

A jak patrzyłam, jak inni się bawią, kąpią i jeżdżą na rowerach, to trochę mi serce krwawiło. Tymczasem na mnie spoczywała odpowiedzialność za grządki, żeby mama mogła przez cały weekend narzekać, iż i tak wszystko źle robię.

Potem, na studiach, chciałam dorobić latem. Oj, wtedy to się nasłuchałam wyrzutów! Jak możesz zostawiać ogródek dla jakiegoś tam zarobku?

Po ślubie to już w ogóle był cyrk mama koniecznie chciała wciągnąć w prace ogrodowe mojego męża, Pawła. Poszedł parę razy, zobaczył, iż końca tym robotom nie widać i stwierdził, iż woli po prostu wszystko kupić w sklepie czas i nerwy oszczędzone, a ile wartościowego czasu dla siebie! Mama się wtedy wściekła, iż niby warzywa to przecież też dla nas, ale Paweł tylko pokiwał głową i już nie wrócił.

Ja też przestałam chodzić tak często, chociaż mama potrafiła mi truć godzinami przez telefon. Potem zaszłam w ciążę i już miałam idealny pretekst nie mogłam w ogóle wytrzymać upałów.

Kiedy Zosia się urodziła, cały sezon ogrodowy odpuściłam. Mama niby coś tam sugerowała, iż wcale nie byłoby tak źle, iż można by się podzielić opieką nad dzieckiem, ale jakoś sama nie naciskała, bo wiedziała, iż z tak małą Zosią to byłoby szaleństwo. Ale już myślała, iż w kolejny rok nadrobi zaległości dziecko podrośnie i można wrócić do pomagania na działce.

No i pomyśl tylko, dziecko na wsi to czyste powietrze, słońce, rozbijemy basen, rozstawimy parasol jak w sanatorium!, rozmarzyła się mama.

Mi to jakoś nie grało, ale oczywiście nie chciałam dolewać oliwy do ognia, bo miałam zupełnie inne plany.

No i jakoś w święta Bożego Narodzenia, siostra teściowej czyli moja ciotka chrzestna, którą Paweł traktuje jak drugą mamę, a ja bardzo lubię wpadła z wizytą i zaprosiła nas serdecznie do nich nad Bałtyk. Mają własny domek, duży ogród, a ich syn już dawno wyjechał do Londynu za pracą, więc są we dwoje i chętnie przyjmą nas pod dach choćby na całe wakacje.

Myślałam, iż to taka kurtuazja, ale ciocia kilka razy dzwoniła, powtarzała, iż czekają na nas z otwartymi ramionami. Paweł niestety nie może wziąć całego lata wolnego, ale na tydzień mógłby nas zawieźć, potem wrócić na początku września, żeby nas odebrać.

Oboje bardzo chcemy jechać tym bardziej, iż i lekarz polecał, żeby Zosia się zahartowała nad morzem. No i zgodziłam się. Ale mama, dosłownie w sekundę, popsuła całą radość.

Nagle słońce robi się dla niej niebezpieczne, a do obcych mam nie jechać, lepiej już na wsi, w ogródku, bo to niby samo zdrowie. Przypomniała sobie nagle, iż cały poprzedni sezon pracowała sama. Moja decyzja ją doprowadziła do szewskiej pasji.

Ale bądźmy szczerzy kto przy zdrowych zmysłach, mając wybór między przewracaniem ziemi na działce a leżeniem nad Bałtykiem, wybrałby łopatę zamiast plaży? Zwłaszcza jak nie korzystasz z tej działki! My wszystko kupujemy w sklepie, a przetwory i kompoty mamine przez cały czas stoją w piwnicy na kilogramy już nie mamy do nich serca

No i teraz się z mamą nie dogadujemy. Ale wiesz co, trudno. Wybieram lato nad polskim morzem, wśród bliskich, a nie kolejną rundę ogrodowych zmagań na działce!

Idź do oryginalnego materiału