Prof. Arkadiusz Nowak – rozmowa
Krzysztof Ogiolda: – Przypominam sobie wywiad z panem profesorem dla Tygodnika „O!Polska” blisko cztery lata temu. Prowadził pan wtedy naszych Czytelników do miejsca, w którym od strony przyrodniczej mógłby się znajdować biblijny raj – do Azji Środkowej. Dzisiaj rozmawiamy o pańskiej nowej książce. Jej bohaterem jest nysanin z urodzenia, twórca Parku Narodowego Serengeti, Bernhard Grzimek. Jesteśmy więc w małej ojczyźnie, na Śląsku Opolskim…
Prof. Arkadiusz Nowak: – Jestem człowiekiem, który nie kalkuluje, raczej realizuje pasje. Dla mnie pasją było odkrywanie raju, cokolwiek miałoby to znaczyć. To się wiązało z moją pasją botaniczną i perspektywą irano-turańską czy środkowoazjatycką. Ale mamy też rodzinnie – syn Paweł jest prawnikiem z historycznymi zainteresowaniami – pasję regionalną. Czujemy się związani z tym nieboskłonem, pod którym się urodziliśmy. Czytaliśmy niemal wszystkie teksty historyczne o Opolszczyźnie. Kilka postaci związanych z przyrodą zwróciło moją uwagę. A potem syna nimi zainteresowałem. Stąd teksty o pomologii i projekt jej rewitalizacji, który zresztą nie wyszedł tak, jak miał wyjść, bo był spóźniony o jakieś 20 lat. Zainteresowały nas postacie ludzi, którzy się tu urodzili lub mieli z naszym regionem wiele wspólnego, a ich życiorysy były trochę podobne do naszych. Bo przyroda ich zainteresowała, gdy byli dziećmi. Pochodzili z prowincji, byli bardziej wiejscy niż miejscy. Grzimek urodził się w Nysie. Ale dzieciństwo związał ze Zwiastowicami. Nabrał przyrodniczej wrażliwości i zainteresowania w pięknych krajobrazach Gór Opawskich, Płaskowyżu Głubczyckiego i doliny Straduni.
– Mamy takich postaci więcej?
– Bardzo dużo. Jedne zostały opisane lepiej, inne gorzej. Uznaliśmy, iż skupimy się na przyrodniczych zainteresowaniach tych ludzi. Przyjrzymy się temu, w jaki sposób ta ukształtowana właśnie tutaj od dzieciństwa osobowość odcisnęła się na ich biografiach. Zaczęliśmy od Grzimka. W tej chwili pracujemy nad książką o Eminie Paszy. Następny będzie Jerzy Rotter-Rzędowski. A potem zobaczymy.
– Bernhard Grzimek jest znany na całym świecie. Jego film o Serengeti dostał pierwszego po wojnie Oskara dla Niemiec. Ale w naszym regionie przez cały czas wiele osób go nie kojarzy i na dźwięk jego nazwiska robi wielkie oczy. Co jest tego przyczyną?
– Powody są co najmniej dwa. Opolszczyzna jest miejscem urodzenia tego typu osób, ale często bardzo gwałtownie się ich pozbywa. Stąd się wywodzą wielcy przyrodnicy z różnych pokoleń. To wynika z bliskości natury, o której już mówiliśmy. Ze Śląska pochodzi Gregor Mendel, odkrywca praw genetyki. Wielkie związki ze Śląskiem ma Humboldt. Oczywiście Grzimek, ale też urodzony w Starych Kotkowicach Valentin Torka, Eberhard Drescher i przedstawiciele szkoły botanicznej z Pawłowiczek. W późniejszych czasach wielu przyrodników, pracowników Uniwersytetu Wrocławskiego czy Śląskiego wywodziło się z Opolszczyzny. Ale – powtórzę – nasz region nie miał dla tych wszystkich osób miejsca do pracy i do rozwijania kariery. I gwałtownie o nich zapominał.
– W zachowaniu pamięci o nich nie pomogły też zmiany granic…
– I kształtowanie się społeczeństwa w kontraście, a często i w niechęci do obcych. Nie jesteśmy jako Polacy inkluzywni i nie traktujemy jako naszych ludzi z pogranicza, nie mówiąc już o obcokrajowcach. Jak choćby wspomnianego Gregora Mendla, który kształcił się w Opavie. Umykają nam osoby o życiorysie w stosunku do Grzimka bliźniaczym. Myślę o urodzonej w tejże Opavie Fryderyce Gessner, która przeszła do historii pod literackim pseudonimem Joy Adamson jako autorka książki „Elza z afrykańskiego buszu”. Książka ta stała się kanwą scenariusza głośnego filmu pod tym samym tytułem. Nie wykluczam, iż oni znali się z Grzimkiem i inspirowali nawzajem. Także ich pochówek był podobny. Grzimek został pochowany obok syna, który zginął w wypadku samolotowym, w kraterze Ngorongoro w Tanzanii. Joy Adamson w Parku Narodowym Meru w Kenii. Moglibyśmy te życiorysy „przytulać” i traktować jako swoje, bo ze śląskiej ziemi. Ale wolimy myśleć i mówić, iż to nie nasza historia.
Sam tego boleśnie doświadczyłem na Uniwersytecie Opolskim, gdy zaproponowałem – wiele lat temu jako bardzo młody człowiek – włączenie postaci Grzimka do konferencji podsumowującej osiągnięcia nauki na Opolszczyźnie w XX wieku. Skądinąd zaprzyjaźniony prof. Franciszek Marek radykalnie ten pomysł odrzucił. Byłem bezgranicznie rozczarowany, miałem wtedy kilka ponad 25 lat. Równie niechętnie przyjęto później mój pomysł, by imię Bernharda Grzimka nadać jednej z sal w Instytucie Biologii. Jest w nas dużo takiej emocji, która podobne życiorysy odrzuca. Nie powstają upamiętnienia takich osób albo wręcz istniejące eliminujemy z naszej przestrzeni życia.
– Na ile ślady Grzimka możemy dzisiaj znaleźć w naszym regionie?
– Ślady są, ale kierunkowskazów nie ma. Trzeba ich poszukiwać bardzo samodzielnie i z dużą determinacją. Na szczęście na ścianie Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie Bernharda Grzimka upamiętniono tablicą. Ale nie ma obok niej żadnego szczegółowego opisu. Nie mamy w regionie nagrody noszącej jego imię. Nie ma ulicy, placu ani skweru. Najważniejsze ślady upamiętniające tę rodzinę są w Twardawie, ale bardzo się ich z synem naszukaliśmy. Tymi śladami są groby. Okazuje się, iż Grzimek owe groby rodziców, dziadków, pradziadka i cioci odwiedzał. One są umieszczone za kościołem, i trochę schowane. Parafia o nie dba. Brakuje natomiast – jak mówiłem – kierunkowskazu. Znaku, iż tam została pochowana rodzina, która się zapisała w historii badań przyrodniczych świata. W Lisięcicach przy kościele znajduje się grób wujka Bernharda Grzimka, Oskara.
Mamy wciąż na Opolszczyźnie osiem osób noszących nazwisko Grzimek i groby Grzimków w Racławiczkach. Wiemy, iż słynny uczony odwiedzał też Krapkowice. Przyjechał właśnie tam w podróż poślubną. Później – także w czasie wojny – wysyłał tam swoją rodzinę. To nie zostało opisane w naszej książce, bo nie mieliśmy jeszcze dokumentacji. Dokumenty znalazły się już po jej wydaniu. A Joachim Siekiera, ornitolog i pasjonat przyrody z Krapkowic ciężko popracował nad najstarszymi mieszkańcami, by pokazać, iż Krapkowice, przyroda ujścia Osobłogi i doliny Odry miały dla Grzimka ważne znaczenie. W PRL-u nikt Grzimka na Śląsk Opolski nie zapraszał. Zmarł, zanim w Opolu odrodziła się – w wymiarze naukowym – biologia. Trzeba te śląskie historie – czasem bardziej polskie, czasem niemieckie, czasem czeskie – z powrotem połączyć.
– Nie ma wątpliwości, iż Grzimek wielkim człowiekiem i badaczem był.
– Był osobą o światowym znaczeniu. Widział i przeżył wiele fantastycznych rzeczy. To nie jest przypadek, iż w epickim filmie Davida Attenborougha, brytyjskiego biologa i propagatora wiedzy przyrodniczej – robi to na najwyższym poziomie – jedyną osobą wymienioną z nazwiska poza samym Attenboroughem jest Bernhard Grzimek wraz z synem. Dla mnie jego wielkość polega na tym, iż choć patrzył z perspektywy niewielkiej miejscowości na maleńką rzeczkę Stradunię, badał niezbyt bogate gatunkowo łąki w Zwiastowicach i przyglądał się zwierzętom – ptakom i ssakom – żyjącym na niezbyt przyrodniczo bogatym, bo już wtedy intensywnie rolniczo eksploatowanym Płaskowyżu Głubczyckim, wywołał w sobie nieprawdopodobną pasję do poznawania i do ochrony dzikiej przyrody świata. Umiał to połączyć z umiejętnościami marketingowymi i organizacyjnymi.
To spowodowało, iż ochronił dla kolejnych pokoleń nieprawdopodobną wartość przyrodniczą. To jemu zawdzięczamy ochronę Parku Narodowego Serengeti, krateru Ngorongoro, Lasu Bawarskiego – jednego z najważniejszych obszarów leśnych Europy. Robił to wszystko w bardzo złych okolicznościach politycznych.
– Co ma pan profesor na myśli?
– Grzimkowie żyli na pograniczu w czasach politycznych napięć, a to kosztowało, powodowało także napięcia w rodzinie. Ojciec nie mógł awansować, bo pogrzeb dziadków był w języku polskim. Bernhard Grzimek pracował w czasie, gdy wybuchła II wojna światowa. Wiemy, kto wtedy doszedł do władzy w Niemczech. Żeby w tamtych czasach znajdować pieniądze na ochronę przyrody, to było mistrzostwo świata. Tworzył wielkie rzeczy, choć pochodził z domu, w którym się nie przelewało.
Czasy były niesprzyjające. Nauka kwitnie w spokojnych, stabilnych czasach. Jego czasy takie nie były. Zwłaszcza w pierwszych 30-40 latach życia. Mimo to pisał niezwykłe książki i niesamowite artykuły. Mam przed oczami jego siedemnastotomowe dzieło „Świat zwierząt”. Dobry metr samych grzbietów, jak się te książki na półce ustawi jedną obok drugiej. To jest tej rangi dzieło, iż można je porównać z „Kosmosem” Alexandra von Humboldta.
– Grzimek zajmował się z pasją psychologią zwierząt. W czasie wojny trafił choćby – prowadząc takie właśnie badania nad końmi – do stadniny w Janowie Podlaskim. Myślę, iż i dzisiaj wiele osób na hasło „psychologia zwierząt” wzrusza ramionami z niezrozumieniem. Jak bardzo wyprzedził on swoje czasy?
– Zdecydowanie je wyprzedził. Psychologię zwierząt my przyrodnicy uprawiamy dzisiaj jako behawiorystykę. On to robił w latach 30. XX wieku. Wtedy zakładał Niemieckie Towarzystwo Psychologii Zwierząt. Minęło około 90 lat, zanim na Śląsku Opolskim znalazła się kolejna grupa, która uznała ten temat za istotny i się nim zajęła. Ta grupa panów doktora Hebdy, profesora Mitrusa wciąż w regionie prowadzi badania. Oni są behawiorystami.
Zajmują się głównie ptakami i gadami. Ale podwaliny pod patrzenie na zwierzęta inaczej niż na bezmyślne organizmy, które nie mają emocji, uczuć ani języka, położył właśnie Grzimek. To on zarysował problem, pokazał, iż zwierzęta pod kątem ich psychiki i ich zachowania można badać. W tekstach o nim wyłania się często obraz człowieka, który był bardziej administratorem, organizatorem i marketingowcem. Popularyzatorem nauki. Ale to jest treść przede wszystkim drugiej części jego życia. Jego pierwsza połowa to było głównie działanie bardzo głębokiego myśliciela, wręcz wizjonera działającego w przestrzeni zoologii i psychologii zwierząt.
– Pierwsze skojarzenie z Grzimkiem to Park Narodowy Serengeti. Tu też był on prekursorem. Czy dzisiaj idea parków narodowych w świecie i w Polsce ma się dobrze?
– Nie ma prostej odpowiedzi. Z perspektywy społecznej park narodowy to jest jedno z dwóch, trzech – obok rezerwatu przyrody i pomnika przyrody – kluczowych pojęć dotyczących ochrony przyrody, które ludzie powszechnie rozumieją. Inne są zbyt skomplikowane albo za słabo przemawiające. Bo żyjemy w cywilizacji, w której ludzie zwracają na coś uwagę dopiero wtedy, gdy się litr krwi poleje, nastąpi polityczna rozróba albo zagrają emocje związane z religią.
Ochrona przyrody nie ma w tej chwili dobrych czasów. Grzimek czerpał z ducha romantyzmu. Podłożem dla jego myślenia o Serengeti i jego ochronie były gaje i szemrzące potoki rodem z wierszy Eichendorffa. W idei ochrony przyrody jest gdzieś głęboko zakopany humanizm. Biologia liczy poszczególne organizmy. Jak już biologia je policzy, to trzeba je chronić. A to już jest domena humanistów. Grzimek umiał łączyć jedno z drugim.
– Powstaną nowe parki narodowe w Polsce? W regionie?
– Proszę zobaczyć, co dzieje się z parkami, które zostały udokumentowane i przygotowane. Myślę o Parku Dolnej Odry czy Turnickim Parku Narodowym na Pogórzu Przemyskim. Społeczeństwo – wyraża to przez polityków – jest przeciw. Pan prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o Parku Narodowym Dolnej Odry, choć przez tyle lat dyskutowaliśmy, szukaliśmy kompromisów, ustępowaliśmy. Przez chwilę – w czasie wyborów – było zainteresowanie posłów Polski 2050 naszym Stobrawskim Parkiem Narodowym – Parkiem Puszczy Przesieka, ale ono już zgasło. Ludzi to zdaje się nie interesować. Choć jednocześnie, kiedy kwitną krokusy, tłumnie się – jako społeczeństwo – stawiamy w Dolinie Chochołowskiej. Jedno do drugiego nie przystaje. Trzeba to polepić przez popularyzację piękna przyrody i zachęcanie do jej ochrony. Grzimek robił to znakomicie.
– Jednym z elementów piątkowego spotkania z książką panów w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej będzie emisja wspomnianego oskarowego filmu dokumentalnego „Serengeti nie może umrzeć” z roku 1959. Może się po latach przez cały czas podobać?
– Jego zaletą jest dla mnie prostota przekazu. Ten film jest dla mnie swoistą realizacją o wiele późniejszego niemieckiego sloganu reklamowego jednej z czekolad: „Quadratisch, praktisch, gut”. (Kwadratowo, praktycznie, dobrze – red.). Choć to do opisu przyrody i do mojej wizji przyrody nie przystaje. Ale prostota jest w tym przypadku zaletą. Bo to nie jest film dla mnie – dla biologa, dla botanika. To jest obraz dla ogółu społeczeństwa i w tej funkcji jest perfekcyjny.
Pokazuje coś, co w tamtych czasach wcale nie było tak dostępne jak dzisiaj. Na przełomie lat 50. i 60. ludzie z Europy Afryki prawie nie widywali. Kojarzyła się im z księciem panem, który przyjechał z Czarnego Lądu, powiesił w salonie łeb lwa i jak był tak łaskaw, to udostępnił to miejsce do zwiedzania. To jest film troszkę retro. Taka wtedy były technika i sposób pokazywania świata. Natomiast przekaz filmu: Serengeti nie może umrzeć, przyroda nie może umrzeć, jest mocny i ciągle aktualny. Powtarzamy za Grzimkiem, iż Tatrzański Park Narodowy, Biebrza czy Dolina Dolnej Odry nie mogą umrzeć.
Bo i my nie możemy umrzeć. A kolejne pokolenia też będą chciały te piękne miejsca oglądać i z nich korzystać. Podczas spotkania chcemy opowiedzieć historię Ślązaka, który został trochę zapomniany, a powinien się znaleźć na powrót w panteonie postaci naszego województwa i w ogóle Śląska. Będziemy pokazywać człowieka niezwykłego, który z głębokiej prowincji wyszedł na szczyt naukowej sławy. Opowiemy przystępnie słowem i z pomocą fotografii o jego życiu i historii jego rodziny oraz pokażemy te miejsca, które jako przyrodnik chronił.
WAŻNE: Centrum Dokumentacyjno-Wystawiennicze Niemców w Polsce zaprasza na spotkanie z profesorem dr. hab. Arkadiuszem Nowakiem, współautorem książki „Bernhard Grzimek. Obserwator przyrody Śląska, obrońca przyrody świata” (wydanej w 2025 roku w ramach serii „Biografie śląskich przyrodników”). Wydarzenie to odbędzie się w piątek, 24 kwietnia o godzinie 17:00 w Sali Spotkań Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy ul. Piastowskiej 18. Towarzyszyć mu będzie projekcja oskarowego filmu Bernharda Grzimka „Serengeti nie może umrzeć” (Serengeti darf nicht sterben) w oryginalnej wersji językowej. Film tłumaczony będzie symultanicznie na język polski. Moderacja spotkania: Adam Ramczykowski; tłumaczenie filmu: Waldemar Gielzok. Wstęp wolny.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

2 godzin temu



