Awantura o prześcieradła w Sopocie

polregion.pl 3 godzin temu

Nie, no przepraszam bardzo, ale kiedy dokładnie apartament na Airbnb zrobił się droższy od hotelu i jeszcze wręcza ci listę obowiązków przy wyjeździe? Miało być taniej, prawda? To ktoś mi wytłumaczy, jak to możliwe, iż nocleg kosztuje sto dziewięćdziesiąt złotych, a potem doliczają opłatę serwisową, opłatę za sprzątanie i jeszcze ze cztery inne pozycje, które wyskakują dopiero na etapie płatności.

Marta Wieczorek, księgowa z Bydgoszczy, spędziła nad tym całe popołudnie przy kuchennym stole, z laptopem i kubkiem wystygłej kawy. Rezerwowała apartament w Sopocie na cztery dni z okazji rocznicy ślubu. Na zdjęciach — balkon z widokiem na morze, biała pościel, świeże kwiaty w wazonie. W koszyku zamówienia po doliczeniu wszystkiego wyszło dwa tysiące sto sześćdziesiąt złotych. Zapłaciła kartą, westchnęła i zapisała w kalendarzu: wyjazd 12 września.

Dotarli na miejsce z mężem Piotrem po ośmiu godzinach jazdy z korkiem pod Toruniem. Zameldowanie od piętnastej, wymeldowanie do dziesiątej — czyli w praktyce płacili grubą kasę za to, żeby przespać się tam kilka godzin, bo pierwszego i ostatniego dnia większość czasu zeszła na dojazd i pakowanie.

Wieczorem przed wyjazdem przyszła wiadomość od gospodyni, niejakiej pani Doroty, z instrukcją wymeldowania na czternaście punktów: zdjąć pościel, wrzucić do pralki, umyć naczynia, wynieść śmieci do altanki śmietnikowej przy klatce, przetrzeć blaty, ustawić meble jak na zdjęciu powitalnym, zakręcić termostat na osiemnaście stopni, pozamykać wszystkie okna na klucz.

Marta czytała to na głos mężowi, siedząc na łóżku z telefonem w ręku, a on tylko kręcił głową nad walizką, którą pakował na wyjazd.

— Ja jestem tu gościem czy sprzątaczką na zmianie? — spytała.

— A myśmy w ogóle płacili za sprzątanie? — odpowiedział Piotr, nie podnosząc oczu znad skarpetek.

I tu ją zatkało, bo faktycznie — w podsumowaniu rezerwacji figurowała pozycja: opłata za sprzątanie, sto trzydzieści złotych. Zapłacone z góry. Więc dla kogo adekwatnie miała odkurzać ten salon o dziewiątej rano, w dzień ich rocznicy?

Rano zeszli na dół z walizkami, a w kuchni czekał na nich sąsiad z parteru, pan Zenon, w dresie i z psem na smyczy, który akurat wyprowadzał zwierzaka i zaczepił ich przy śmietniku.

— Też się pani z tą listą męczy? Tu wszyscy się męczą. Ona ma dwa mieszkania na wynajem i sama nigdy nie przyjedzie sprzątnąć, tylko zleca gościom — rzucił, ciągnąc psa dalej.

Marta stała z workiem śmieci w jednej ręce i telefonem w drugiej, na którym wisiała aplikacja z odliczaniem do dziesiątej. Piętnaście minut do wymeldowania, a łóżko jeszcze nierozścielone z prześcieradeł, pralka jeszcze niewłączona. Poczuła, jak coś się w niej gotuje — nie na sąsiada, nie na męża, tylko na cały ten układ, w którym płaci jak za hotel pięciogwiazdkowy, a traktowana jest jak ekipa sprzątająca po zmianie.

Napisała do gospodyni krótko: proszę o zwrot opłaty za sprzątanie, skoro to my sprzątaliśmy. Odpowiedź przyszła po trzech minutach: to standardowa procedura, opłata pokrywa "głębokie czyszczenie po państwa wyjeździe", a lista czynności to jedynie "uprzejma prośba".

Uprzejma prośba z groźbą potrącenia z kaucji za niezastosowanie się — pomyślała, bo dokładnie tak było napisane w regulaminie, który podpisała przy rezerwacji, nie czytając.

Wrócili do Bydgoszczy, rozpakowali walizki, a Marta usiadła do laptopa jeszcze tego samego wieczoru. Otworzyła historię rezerwacji, znalazła numer transakcji, zrobiła zrzuty ekranu wiadomości z listą czynności i z odpowiedzią gospodyni. Złożyła reklamację przez centrum pomocy platformy, załączając wszystko co miała, i zażądała zwrotu stu trzydziestu złotych opłaty za sprzątanie — nie z zemsty, tylko dlatego, iż zapłaciła za usługę, której sama wykonała za gospodynię.

Dziesięć dni później przyszedł mail: zwrot zaakceptowany, sto trzydzieści złotych wróciło na kartę. A tydzień po tym ogłoszenie apartamentu w Sopocie zniknęło z listy dostępnych na stronie — Marta sprawdziła z ciekawości, bo zapisała link. Może przypadek, może nie, ale checklisty na czternaście punktów tam już nie było komu narzucać.

— Następnym razem hotel — powiedziała do Piotra, wpisując w wyszukiwarkę cztery gwiazdki w Gdańsku. — Zostawiam ręcznik na podłodze, śpię do jedenastej, proszę o późne wymeldowanie i wychodzę. A oni jeszcze mi podziękują za pobyt.

Idź do oryginalnego materiału