„Halo, Orange!” – to nie hasło kampanii reklamowej, ale tytuł petycji, pod którą podpisują się mieszkańcy Rzeszowa oburzeni zniknięciem jednego z ostatnich zielonych skwerów w ścisłym centrum miasta. Tam, gdzie jeszcze niedawno rosły dorodne kasztanowce, dziś zostaje asfalt, kurz i zapowiedź „parkingu technicznego”. Autorzy apelu nie godzą się na to, by w biały dzień, tuż obok okrągłej kładki, kawałek miasta zamieniono w kolejną wyspę ciepła w imię „potrzeb inwestycyjnych”.
Pod petycją „Do: Zarząd Orange Polska. Halo, Orange! Nie dla parkingu, tak dla skweru!” w chwili publikacji podpisało się już 275 osób, a lista stale się wydłuża. Za inicjatywą stoi Strefa Działań Miejskich, środowisko, które od lat patrzy władzom i dużym firmom na ręce, gdy w grę wchodzi przestrzeń wspólna i jakość życia w mieście. Tu nie ma pustych haseł: są konkretne żądania i precyzyjnie nazwane zarzuty.
Tu możesz podpisać:
Skwer przy siedzibie Orange, w rejonie alei Józefa Piłsudskiego i okrągłej kładki, był przez lata czymś więcej niż „zielonym dodatkiem” do betonu. Wysokie drzewa dawały cień w upalne dni, odcinały przechodniów od huku ulicy, filtrowały powietrze i pomagały zatrzymywać wodę w miejscu, które już dziś ma problem z podtopieniami przy intensywnych opadach. W momencie wycinki kasztanowce były w pełni kwitnienia – to okres szczególnie istotny dla miejskich ekosystemów, od ptaków po owady zapylające. Jedna decyzja zamknęła ten rozdział definitywnie.
Autorzy petycji piszą wprost: to, co się stało, jest nie tylko urbanistycznym błędem, ale i moralną sprzecznością z tym, co Orange deklaruje w swoim Kodeksie Etyki. Firma obiecuje „poprawę jakości życia ludzi i lokalnych społeczności” oraz traktuje środowisko naturalne jako „kluczowy zasób”. Zapowiada dążenie do neutralności klimatycznej. Jak to pogodzić z likwidacją jedynego porządnego skweru w tej części miasta i zastąpieniem go parkingiem? Mieszkańcy nie zamierzają udawać, iż to się „spina”.
W liście do zarządu Orange pojawia się wątek tzw. kompensacji czyli obowiązku nasadzeń zastępczych czy opłat. Inicjatorzy akcji trafnie zauważają, iż tego typu rachunek nigdy nie zgadza się co do wartości. Kilkudziesięcioletnie drzewo w konkretnym miejscu znane z widoku z okna, z codziennej drogi do pracy, z ławki w jego cieniu nie jest równoważne sadzonce posadzonej gdzieś na obrzeżach. Tego nie da się załatwić przelewem ani tabelką w dokumentacji. To jest trwała utrata wartości: środowiskowej, estetycznej i społecznej.
Czytaj więcej:
Reakcje mieszkańców są jednoznaczne – dominują oburzenie i poczucie bezsilności wobec konsekwentnego „dogęszczania” centrum kolejnymi utwardzonymi powierzchniami. Wiele głosów powtarza ten sam motyw: Rzeszów dużo mówi o zieleni, klimacie i komforcie mieszkańców, a tymczasem w sercu miasta wciąż łatwiej o nowy parking niż o nowy skwer. Tym razem jednak lokalna społeczność postanowiła nie ograniczać się do komentarzy w sieci.
Petycja jest precyzyjna. Mieszkańcy i Strefa Działań Miejskich wzywają Orange Polska do trzech podstawowych kroków. Po pierwsze rezygnacja z planowanej budowy parkingu technicznego w miejscu po wyciętym skwerze. Po drugie, odtworzenie zieleni poprzez nasadzenie dorodnych, wysokich drzew dokładnie tam, gdzie je usunięto, a nie „gdzieś indziej, kiedyś”. Po trzecie , działania rekompensacyjne, wypracowane wspólnie z miastem: stworzenie szpaleru drzew wzdłuż budynku Orange i alei Józefa Piłsudskiego, tak by zamiast ściany betonu pojawił się żywy, zielony ekran.
Nie chodzi tylko o drzewa. Chodzi o wiarygodność. jeżeli duża firma operująca w centrum miasta deklaruje wysokie standardy etyczne, odpowiedzialność społeczną i troskę o klimat, musi być gotowa przyznać się do błędu i go naprawić. Tego właśnie domagają się mieszkańcy: nie PR-owej odpowiedzi, ale realnych decyzji, które pokażą, iż słowa z firmowych dokumentów nie są martwymi zapisami. Pytanie brzmi: czy Orange usłyszy wołanie „Halo!” dochodzące z Rzeszowa – i czy odpowie czynem, a nie tylko kolejnym komunikatem w sieci.

2 godzin temu





