Anna już od kilku dni leżała w łóżku, nie mając siły wstać. Nic ją nie bolało – tylko kręciło się jej w głowie, brakowało energii i zupełnie nie miała ochoty podnosić się z pościeli.

3 dni temu

Hania leżała w łóżku już kilka dni, nie mając siły choćby wstać. Nic ją szczególnie nie bolało. Po prostu wszystko się kręciło w głowie, czuła się wyczerpana, a i ochoty na wstawanie zwyczajnie brakowało.

A po co? myślała Hania wszystko, co miałam zrobić, już zrobiłam: dzieci dorosły, rodziców na ostatnią drogę odprowadziłam. I teraz zostałam, jakby już do niczego niepotrzebna. Lata przeleciały tak gwałtownie i niezauważalnie.

Nic się nie chciało. Hania rozejrzała się po pokoju: tu i ówdzie na suficie wisiały pajęczyny. Spojrzała w stronę okna, za którym był jej ogródek teraz już cały zarośnięty chwastami. Zaczęło świtać, Hania zamknęła oczy i zasnęła.

We śnie pojawiła się jej mama. Hania bardzo się zdziwiła mama śniła się jej tylko raz, od razu po pogrzebie, trzy lata temu. Mama patrzyła na nią ciepło, wyciągała ręce, jakby chciała ją przytulić i pogłaskać po głowie, jak za życia, ale jakaś niewidzialna ściana nie pozwalała jej tego zrobić.

Córeczko moja kochana mama odezwała się miękko jutro twój ostatni dzień…

Jakby coś Hanią rzuciło z tego snu. Zerwała się z łóżka, trzęsła się jej cała.

Jak to ostatni? To już wszystko? Czemu tak wcześnie? krzyczała nie wiadomo do kogo.

Wyobraziła sobie wszystko: ona leży tutaj, na tym samym łóżku, martwa, dzieci przyjeżdżają, rodzina, znajomi… W domu bałagan, w ogrodzie nie wiadomo, co gdzie rośnie, choćby nie ma czym gościć. Hania zaczęła krzątać się po domu, sama nie wiedząc, za co się zabrać.

Wpadła do kuchni, gwałtownie zaczęła zagniatać ciasto na drożdżowe: Do wieczora wyrośnie, upiekę placki. jeżeli dożyję.

Nalała wody do miski, chwyciła szmatkę i wytarła kurz w każdym kącie. Pozbierała wszystko, co leżało porozrzucane. Wzięła się za podłogę.

No, dom posprzątany westchnęła Hania.

Teraz ogród. Hania biegała po podwórzu jak szalona, nie czując ani głodu, ani zmęczenia. Cały czas w głowie powtarzało jej się: Ostatni dzień! Ostatni dzień!

I dopiero, gdy wyrwała chwasty z ostatniej grządki, poczuła, jak jej nogi pulsują z bólu.

Trzeba odpocząć… A nie, potem, potem odpocznę.

Przypomniała sobie o cieście i wbiegła do kuchni.

Już niedługo gorące placki były gotowe i pachniały na stole.

No, jak dzieci przyjadą jutro, napiją się herbaty i zjedzą te placki, wspomną matkę powiedziała Hania przez łzy a może spróbuję jeszcze kawałek… O, wyszły jak chmurka!

Usiadła przy oknie i rozmyślała:

Jak dobrze jednak, iż jeszcze się żyje na tym świecie…

Ale co robić trzeba się zbierać w ostatnią drogę.

Hania zaczęła przeglądać swoje rzeczy, zastanawiając się, w co by się ubrać. W końcu wybrała nową sukienkę, której nie miała kiedy założyć.

Zrobiła sobie fryzurę, lekko się umalowała i założyła wybraną sukienkę. Spojrzała w lustro przez chwilę się sobie spodobała.

No ładna jestem, aż szkoda ukrywać w trumnie, bardziej na wesele by się przydała!

Ale z losem nie dyskutujesz… Położyła się, gotowa odejść. Ale nie zdążyła. Za oknem usłyszała hałas samochodu, który zatrzymał się przed jej domem. Zatrąbił.

Pewnie do sąsiadów przyszło jej do głowy, często ktoś tam wpadał.

Po chwili ktoś zapukał do drzwi, potem jeszcze raz.

Może dzieci przyjechały? podeszła do okna. Nie, samochód był obcy.

Ale furka! wyrwało się jej mimowolnie Ktoś się zgubił, czy co? I poszła do drzwi. Odsunęła zasuwkę, otworzyła. Na progu stał mężczyzna, całkiem przystojny i zadbany. Hania przyjrzała mu się jednym okiem.

No patrz, wystrojony jak na wesele pomyślała.

Pani Hania? zapytał.

Tak?…

Ja do pani. Trochę mi zeszło po drodze, przepraszam

Czego pan potrzebuje? spytała Hania bez zrozumienia.

Tak, hm… zająknął się nie wiem, jak powiedzieć.

Pewnie pan się pomylił.

Nie, nie, właśnie do pani. Proszę wybaczyć taki niezapowiedziany przyjazd.

Trochę późno na wizyty. Słucham pana.

No wiem, przepraszam, nie przewidziałem. Jechałem z daleka, a potem jeszcze się zgubiłem.

Widział w jej oczach kompletne niezrozumienie, więc mówił dalej:

Jestem Sławek. Chciałbym panią poznać.

No pięknie, inne miałam plany na dzisiaj pomyślała Hania.

Skąd pan mnie w ogóle zna? dopytała.

Wysłałem pani zaproszenie na Skype’ie, ale pani rzadko tam zagląda. Odnalazłem panią, nic pani nie pytaj, potem wszystko opowiem. I tak postanowiłem przyjechać.

No dobrze, i co ja z tobą zrobię? zastanawiała się Hania.

Panie Sławku, proszę mi wybaczyć, ja już dawno z nikim się nie poznaję i nie chcę niczego zmieniać w swoim życiu. Pewnie lepiej będzie, jak pan już wróci do domu.

Może i ma pani rację, powinienem był zadzwonić wcześniej. Do widzenia, Haniu.

Szybko skierował się do auta, po drodze odwrócił i podał jej pudełko drogich czekoladek.

Proszę mi wybaczyć.

I znów odszedł do samochodu.

Hani zrobiło się głupio żal jej się zrobiło tego obcego faceta. Cały dzień w drodze, pewnie głodny.

Sławku, proszę, niech pan zaczeka. Niech wejdzie pan chociaż na herbatę.

Ucieszył się wyraźnie i podbiegł do drzwi.

Bardzo chętnie, Haniu.

Weszli do środka.

Proszę umyć ręce, ręcznik tam.

Hania rozlała herbatę do kubków, postawiła na stole placki.

Może pan jest głodny? spytała.

jeżeli można…

Proszę bardzo, smacznego.

Hania poczuła, iż też zgłodniała. gwałtownie nakryła do stołu, całe szczęście, iż dużo ugotowała.

Smacznego powiedzieli równocześnie i się zaśmiali.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów Hania zjadła z prawdziwą przyjemnością. Było jej tak jakoś dobrze i spokojnie w obecności zupełnie obcego mężczyzny. Sławek okazał się być bardzo ciekawym rozmówcą. Po godzinie miała wrażenie, jakby znała go całe życie.

Haniu, tylko proszę powiedzieć, jeżeli czegoś potrzeba pomogę.

Popatrzyła na niego i się uśmiechnęła.

Pomóc? Jasne, iż trzeba stodoła ledwie stoi, płot na podwórku się wali…

Sławek się zamyślił.

Haniu, pomogę, zrobię wszystko!

I zaczął się zbierać.

Dziękuję pani… to znaczy tobie, naprawdę wszystko było przepyszne. Na noc nie będę się wpraszać, rozumiem. Do zobaczenia, Haniu.

Do zobaczenia, Sławku, szerokiej drogi!

Hania ogarnęła stół, posiedziała chwilkę i położyła się spać, a w zasadzie umierać.

Sen przyszedł szybko, zresztą była bardzo zmęczona po całym dniu latania po domu i ogrodzie.

Córeczko, czemuś uciekła wczoraj, nie dosłuchałaś mama jakby już na nią czekała dzisiaj był ostatni dzień twojego samotnego życia. Wiemy, iż ciężko ci tak samej, posłaliśmy ci anioła. Nie odtrącaj go, on się tobą zaopiekuje, a ty dbaj o niego.

Kogo mam pilnować, mamusiu? Już anioł wasz uciekł, wystraszył się pracy.

Mama przeżegnała ją i zniknęła w blasku.

Rano, jeszcze przed świtem, Hanię obudził hałas samochodu. Spojrzała przez okno i zobaczyła ciężarówkę wyładowaną budowlanymi materiałami. Ciągnęła za sobą jeszcze jedną. Z samochodów wysiedli ludzie, zaczęli rozładowywać deski.

Co się tu dzieje? Przecież ja nic nie zamawiałam!

Chciała wylecieć na podwórko i nakrzyczeć, iż ma to wszystko zabrać, ale zobaczyła Sławka, który dokładnie pokazywał, gdzie i co trzeba postawić.

Kiedy praca była skończona, wszyscy się rozjechali.

Hania wyszła na zewnątrz.

Kurcze, tu dom można postawić z tego wszystkiego!

Koło południa znów podjechał samochód. Tym razem wyładowywano blachę, jakieś elementy…

Przecież to na płot zorientowała się Hania. Taka sama ciężarówka była kiedyś u sąsiadki. Hania zawsze zazdrościła jej nowego płotu.

Panowie od razu zabrali się do roboty. Wśród nich Hania dostrzegła Sławka, który nie tylko dowodził, ale sam sprawnie wszystko montował.

Wyszła do niego:

Sławku, ale po co pan to wszystko robi? próbowała protestować.

Haniu, niech pani się nie martwi, wszystko będzie dobrze, proszę wejść do środka, dzisiaj chłodno.

Hania czuła się zagubiona. Życie nauczyło ją nie ufać mężczyznom, miała już dwóch i żaden nie zadbał o nią naprawdę. Wszystko zawsze musiała robić sama, nikt się nią nie przejmował. Nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić.

A w międzyczasie praca szła pełną parą. W ciągu kilku dni stanął nowy płot, nowa szopa, podłoga w domu wyremontowana, a piec naprawiony. Ale Hania mimo wszystko zaczęła podejrzewać Sławka o coś.

Czego on chce? Może zapłaty za pracę?

Tylko iż nie miała takich pieniędzy…

Oddam, co mam, resztę, kiedy będę mogła…

Kiedy zmęczony, ale wyjątkowo zadowolony Sławek wlazł do kuchni, Hania powiedziała:

Sławku, ja naprawdę bardzo dziękuję, ale nie rozumiem, po co pan to wszystko dla mnie robi…

Haniu, daj spokój, co też pani mówi…

Hania podała mu trochę pieniędzy.

Proszę, weź pan, nie mam dużo, ale oddam kiedyś resztę. Za robotę trzeba zapłacić.

Sławek wziął, popatrzył na nią, a potem wyszedł z domu. Po chwili Hania usłyszała, jak silnik samochodu odpala.

Wyskoczyła na zewnątrz już pojechał. Nie pojawił się ani nazajutrz, ani za dwa dni, ani przez tydzień…

Hania nie wiedziała, co ze sobą zrobić. W sercu miała dziwną, mocną, bolesną pustkę zakochała się jak smarkula.

Po co go uraziłam? I jak ja mam teraz bez niego żyć? myślała, a przecież znała go ledwie parę dni.

Snuła się powoli drogą przez wieś, nie wiedząc nawet, dokąd idzie i po co. Zatrzymała ją sąsiadka, która, jak to w wiosce, wiedziała o wszystkich wszystko.

Haniu, nie puszczaj tego chłopa! Zobacz ile dla ciebie zrobił! Widać, iż porządny facet!

Już dawno pojechał… odpowiedziała smutno Hania.

Ta, nie kłam! Jego samochód od wieczora stoi na zakręcie do wsi!

Gdzie, gdzie? dopytywała Hania.

Tam, za wsią…

Już więcej nie słuchała, pobiegła, mając nadzieję go spotkać, ale ani auta, ani Sławka tam nie było.

Po prostu sobie ze mnie żartowała pomyślała i powlokła się z powrotem do domu.

Nocą długo nie mogła zasnąć. Wstała, zarzuciła koc na ramiona i wyszła na ganek. Było zimno, otuliła się szczelniej i usiadła na schodku.

Czemu ja ciągle taka nieszczęśliwa, Boże…? I taka głupia… wyszeptała na głos.

Już nie potrafiła powstrzymać łez i rozpłakała się na dobre.

Nagle ktoś podbiegł, objął ją, podniósł i zaczął całować po policzkach mokrych od łez.

Haniu, już nie płacz! poprosił ją Sławek.

Gdzieś ty był tak długo? Po co odjechałeś?

Nigdzie nie wyjechałem, nie mogłem… bo cię kocham.

Ja ciebie też… bardziej niż wszystko na świecie.

Przytuliła się mocniej do swojego anioła zesłanego z nieba.

Dziękuję, mamo… wyszeptała Hania i znów się rozpłakała tym razem już ze szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału