Aktywistka oskarża: Samorządy traktują bezdomne zwierzęta jak śmieci

6 godzin temu
W tej chwili mamy w Polsce kolosalny problem dlatego, iż schronisk jest za mało, a bezdomnych zwierząt za dużo - oceniła w rozmowie z PAP prezes fundacji Mondo Cane, konsultant społeczny w parlamentarnym zespole przyjaciół zwierząt Katarzyna Śliwa-Łobacz. PAP

Prokuratura w Mińsku Mazowieckim wszczęła w piątek śledztwo w sprawie znęcania się nad 212 psami i 16 kotami w schronisku w Kuflewie, prowadzonym przez organizację "Pogotowie dla zwierząt". Sprawa wybuchła dwa tygodnie po zamknięciu schroniska w Sobolewie na Mazowszu, które również znalazło się pod lupą prokuratury. Zawiadomienie złożył powiatowy lekarz weterynarii.

To kolejne dochodzenie dotyczące tzw. patoschronisk w Polsce. Policja w Mysłowicach prowadzi równolegle śledztwo ws. znęcania się nad zwierzętami w schronisku w Bytomiu w województwie śląskim. Psy z zamkniętego Sobolewa trafiły właśnie do Kuflewo.

Śliwa-Łobacz ostro krytykuje w rozmowie z Polską Agencją Prasową oficjalne dane o spadku liczby bezdomnych zwierząt. "Urzędy uważają, iż jest to wielki sukces, bo bezdomność wśród zwierząt została ograniczona. Wcale nie została ograniczona. Ona wręcz rośnie", podkreśla.

System przetargów rodzi patologie

Śliwa-Łobacz obwinia samorządy za obecną sytuację. "Prawo jest nieprecyzyjne, więc każdy je wykorzystuje na własny sposób, najbardziej dla niego korzystny. Ustawa o ochronie zwierząt zrzuciła opiekę nad bezdomnymi zwierzętami na samorządy. A samorządy znalazły doskonały sposób, żeby traktować zwierzęta jak odpad komunalny", wyjaśnia w wypowiedzi dla PAP.

Problem tkwi w zasadach przetargów. "[L]atami samorządy ogłaszały przetargi, gdzie jedynym kryterium była cena, która miała być jak najniższa, a taka najniższa cena w większości przypadków nie odpowiada potrzebom zwierzęcia, jest po prostu nierealna", dodaje. Gminy traktują bezdomne psy jak problem narzucony przez prawo i nie kontrolują, co dzieje się ze zwierzętami po wybraniu najtańszej oferty.

Organizacje wypełniają obowiązki państwa

Śliwa-Łobacz broni organizacji społecznych, które spotykają się z krytyką za zbieranie funduszy. "Nikt nie liczy, ile psów jest pod opieką tych organizacji, to jest niepoliczalne. Bo organizacje zajmują się tymi zwierzętami, którymi nikt się nie zajmuje. A z drugiej strony jest hejt na te organizacje, iż robią zbiórki na zwierzęta. A z czego mają wziąć pieniądze?", pyta.

Zwraca uwagę na systemowe zaniedbania. "To my ograniczamy bezdomność, to my krzyczymy, iż prawo musi się zmienić, a teraz się nas bezpardonowo atakuje, bo ujawniamy patologię całego systemu [...]", mówi. Podkreśla, iż patologia w systemie ochrony zwierząt istnieje od 20 lat, ale dopiero sprawa Sobolewa nadała jej zasięg internetowy.

"A prawda jest taka, iż to państwo zdezerterowało i zrzuciło to wszystko na gminy, a cały system zrzucił to na organizacje społeczne. Teraz mamy tego efekty", podsumowuje Śliwa-Łobacz w rozmowie z PAP.

Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).

Idź do oryginalnego materiału